Ojczyzna wojowniczek - Japonia - Legendy
Przybliżyłem nieco życie codzienne Japończyków, to jak żyją i czym się żywią. Teraz pora na... nieco legend. Tutaj przytoczę tylko jedna opowiadającą o powstaniu świata według Japończyków. Wspomnę także nieco o japońskich symbolach, które nas, Europejczyków, mogą zdziwić.
Według "Kojiki", (czyli "Księgi dawnych wydarzeń" z 712 roku) w najdawniejszych czasach Niebo i Ziemia nie były rozdzielone, ale tworzyły chaotyczną masę porównaną do jajka. Niebo powstało najpierw, wydzieliło się warstwy czystszej i delikatniejszej; zaś Ziemia z elementu grubszego i cięższego. Następnie na Wysokiej Równinie Niebios utworzyli się bogowie (sami z siebie):
Tymczasem Idzanagi i Idzanami zeszli na Onogoro, (czyli "samookrzepłą"), wbili włócznię w ziemię, wybudowali wokół niej dwór, (z czego? "Kojiki" milczy...) i przystąpili do ceremonii zaślubin. Jedno obeszło ten prowizoryczny słup z lewej strony, drugie zaś z prawej, a po spotkaniu twarzą w twarz mieli połączyć się jako mąż i żona. Pech chciał, że Idzanami popełniła faux pas i jako pierwsza odezwała się. Konsekwencje tego nierozważnego i niezgodnego ze zwyczajem czynu odczuli małżonkowie później. Na razie jednak pojawił się inny problem - jak skonsumować zawarty związek? Hmmn... konsternacja... Zobaczyli szczęśliwym trafem parę ptaków wyraźnie uświadomionych, a jako że nie w ciemię bici byli, w lot pojęli, w czym tkwi sedno sprawy. Narodził się pierwszy potomek - stwór nad wyraz nieudany, co jak zapewne czytelnik domyśla się, stanowiło skutek źle przeprowadzonej ceremonii zaślubin. Trzeba było w takim razie ją powtórzyć. Uczynili to oczywiście i tym razem Idzanagi, jak przystało, pierwszy zabrał głos. Skoro "błąd w sztuce" został naprawiony, para demiurgów ochoczo i z zapałem zabrał się do dalszego tworzenia, płodzenia. Powstały kolejne wyspy, elementy ich krajobrazu, świat roślin i zwierząt oraz bóstwa tym wszystkim zarządzające. Szczęście w nowo powstałej krainie nie trwało długo - Idzanami powiła syna, który był bogiem ognia i w trakcie połogu jej łono uległo poważnym poparzeniom. Konała w męczarniach niewymownych, zaś z jej wymiotów, uryny i ekskrementów powstały jeszcze kolejne bóstwa (metalu, wody i gliny). Z łez rozpaczającego i bezsilnego wobec cierpień połowicy Idzanagiego natomiast powstała bogini lamentująca. Na nic jednak płacz i łamanie rąk, Idzanami świat ziemski opuściła i zeszła do Krainy Ciemności Yomotsukuni. Boski małżonek zemścił się na sprawcy nieszczęścia okrutnie - poszatkował jego ciało. Sam zaś, nieutulony w żalu, udał się za swą umiłowaną do podziemi (czyż nie przypomina to mitu o Orfeuszu i Eurydyce?). Za późno... Idzanami zdążyła przemienić się w odrażającą, rozkładająca się istotę, co jej mąż ujrzał, gdy zapalił w ciemnościach, panujących w owej krainie, ząb (i stąd w Japonii przesąd, by nie zapalać pojedynczego światła). Przerażony tym widokiem począł uciekać ile tylko sił w boskich nogach, lecz zawstydzona, że widział ją w takim stanie, żona posłała za nim piekielne jędze. Idzanagi uporał się z nimi - rzucił za siebie grzebień misternie wpleciony w jego bujne włosy, który przemienił się w kiełki bambusowe, a to zatrzymało żarłoczne demony (oddały się one konsumpcji tego rarytasu). Po wyjściu (dość gwałtownym) na powierzchnię, zatarasował wejście do Yomotsukuni wielkim i ciężkim głazem. Tak oto małżonkowie rozstali się na zawsze...