TAJEMNICE KSIĘŻYCA

Rozdział 4: Tożsamość Odkryta

Usagi, Ami i Rei wyraźnie zbladły na widok wroga, który według ich przekonania był martwy. A jednak stał tutaj przed nimi w domu ich nowych przyjaciół.

Makoto patrzyła na mężczyznę z zaciekawieniem, jako że nigdy nie spotkała Jedaite, a Minako, pamiętawszy jego poprzednie wcielenie, kiedy był miłością Czarodziejki z Marsa, była bardzo zaskoczona, widząc go tutaj. Z tego co słyszała, został zabity przez Beryl, zanim ona dołączyła do reszty dziewczyn.

- Jestem Jed - przedstawił się.

Makoto, na której nie zrobiło wrażenia pojawienie się Jeda, szybko przedstawiła inne dziewczyny. Mężczyzna uśmiechnął się do wszystkich, jednak jego spojrzenie spoczęło na Rei. Yasuo, który stał obok Jeda, szturchnął go.


- On jest jednym z waszych opiekunów?- spytała zaskoczona Minako. - Nie wydaje się być wiele starszy od was

- Rzeczywiście nie jestem, ale nasze rodziny przyjaźniły się przez lata. Postanowiliśmy z kuzynami zająć się dziećmi do czasu, kiedy same będą mogły o sobie decydować - wyjaśnił Jed.

- Kuzynami?- spytała ostrożnie Ami.

-Tak, Neph, Zoi... Kunz i Hikari. Nasi ojcowie są braćmi - odpowiedział Jed.

Dziewczyny pokiwały głowami, a Usagi i Rei powoli otrząsały się z szoku. To nie mógł być Jedaite. W końcu Jadeite miał je wszystkie zamiar zabić, a w ostatniej walce odkrył ich prawdziwą tożsamość. Ten mężczyzna w niczym nie przypominał człowieka, którego wcześniej znały.

Usagi szybko odebrała telefon, który właśnie zadzwonił.

- Jest kolejny atak demona, tym razem w bibliotece miejskiej - powiedziała Luna.

Oczy Usagi rozszerzyły się kiedy kończyła rozmowę.

- Musimy już iść, dziękujemy za wszystko. Było świetnie, musimy kiedyś to powtórzyć - powiedziała Usagi, kiedy dziewczyny ciągnęły ją w stronę drzwi.

- W porządku, do zobaczenia później - odpowiedziała Mizuki, kiedy Yasuo z Jedem odprowadzili je do drzwi.

Dziewczyny wybiegły przez bramę, zmierzając w kierunku biblioteki.

- Myślicie, że one wiedzą? - spytał Jed, kiedy dziewczyny zniknęły z zasięgu ich wzroku.

- One nie mają o niczym pojęcia - odpowiedziała Mizuki.

Gdy Czarodziejki weszły do biblioteki, natychmiast zauważyły, że coś złego dzieje się na piątym piętrze.

- Zatrzymaj się - zawołała Czarodziejka z Księżyca.

Zwróciwszy na siebie uwagę potwora, wojowniczki zaczęły swoje tradycyjne przemowy.

- Jestem piękną czarodziejką, która stoi na straży miłości i sprawiedliwości... Czarodziejka z Księżyca.

- Czarodziejka ognia i namiętności... Czarodziejka z Marsa.

- Czarodziejka wody i wiedzy... Czarodziejka z Merkurego.

- Czarodziejka grzmotów i siły... Czarodziejka z Jowisza.

- Czarodziejka miłości i piękna... Czarodziejka z Wenus.

- W imieniu naszych światów ukarzemy cię.

- Słodka przemowa, ale obawiam się, że to nie pomoże wam wygrać. Bierz je - Zoicite wydał rozkaz potworowi.

Potwór używany był właśnie w takim celu, popychał półki zapełnione ciężkimi książkami. Na szczęście żadne nie uderzyło w czarodziejki, jednak sprawiło, że pokonanie demona wydawało się być niebywale trudne. Zoicite miał oko na jeden z tęczowych kryształów, które posiadała Czarodziejka z Księżyca. Uznał, że nadszedł dobry moment do ataku. Czarodziejka podniosła Księżycową Pałeczkę, której wcześniej nie używała do walki i odbiła atak Zoicite. Generał zdziwiony tym, że czarodziejce udało się obronić, wycelował w nią serie ataków, które ledwie zdołała uniknąć. Reszta czarodziejek została rozproszona przez niespodziewanie silnego demona.

Zoicite wycelował kolejny cios w plecy Czarodziejki z Księżyca. Była zbyt oszołomiona i nie zauważyła nadchodzącego ataku. Powietrze przecięła czerwona różą. Tuxedo przyłączył się do walki. Zoicite warknął, chociaż był całkowicie przygotowany na zmierzenie się z dwoma przeciwnikami.

- Powinnaś pomóc swoim przyjaciółkom, wygląda na to, że cię potrzebują - powiedział Tuxedo, zamierzając tym razem zakończyć walkę z Zoicite.

- Nie ma mowy, on chce mój tęczowy kryształ, tak samo jak i twój. Nie musisz walczyć w pojedynkę - argumentowała czarodziejka.

Tuxedo nie wyglądał na szczęśliwego tą perspektywą, jednak przystał na propozycję Czarodziejki z Księżyca. Zoicite został zaskoczony przez połączone siły przeciwników. Bardzo dobrze ze sobą współpracowali, jak gdyby przewidywali kolejne ruchy.

Doprowadzony do rozpaczy Zoicite wzywał pomocy. Przybył chyba najbardziej niebezpieczny wróg... Kunzite. Wenus złapała oddech. Rozpoznała tego mężczyznę, to właśnie jego kochała w czasie istnienia Srebrnego Milenium.

Reszta dziewczyn została odrzucona przez moc Kunzite. Zerkał się na całe to zamieszanie.

- Wydaje mi się, że całkiem nieźle sobie radzisz, Zoicite - uśmiechnął się głupio.

- Lepiej się zamknij i mi pomóż - warknął Zoicite.

Odpowiedzią na to było zaatakowanie Czarodziejki z księżyca. Wojowniczka została schwytana i rzucona na jedną ze ścian. Tuxedo obserwował całe zajście z zainteresowaniem, lecz wkrótce jego uwagę odwrócił Zoicite, który skorzystał z obecności poplecznika i rozpoczął zaciekły atak.

Trzy grupy toczyły oddzielnie walki, zanim cztery czarodziejki były w stanie zniszczyć demona z pomocą mocy swoich planet. Jednak straciły na to dużo siły i nie były w stanie pomóc swojej liderce.

Czarodziejka z Księżyca była przerażona, ale nie dała tego po sobie poznać. Miała przecież kłopoty walcząc z Zoicite, a Kunzite wydawał się być dużo silniejszy.

- Poddaj się Czarodziejko z Księżyca, nie masz szans ze mną wygrać - powiedział Kunzite.

- Cóż... mogę spróbować posłać cię do diabła - odpowiedziała Księżyc. Kunzite był gotowy przystąpić do kolejnego ataku.

Wojowniczka została oszołomiona, nie zauważyła nadciągającego w jej kierunku ciosu Kunzite. Reszta czarodziejek próbowała ją w jakiś sposób ostrzec, ale było już za późno, żeby mogła się obronić. Uratowało ją pojawienie się Czarodziejki z Ziemi, której atak zneutralizował atak wroga.

- Wszystko w porządku? - spytała Ziemia kiedy pomagała wstać Księżycowi.

- Myślę, że tak - odpowiedziała.

Ziemia spojrzała na Kunizite, który właśnie zgromadził moc do kolejnego ataku. Chwilę później biała wiązka energii przerwała cios, rozwścieczając tym samym wroga.

- Sa jeszcze jakieś wojowniczki, o których powinienem wiedzieć? - wrzasnął na Zoicite.

Zoicite, który nadal walczył z Tuxedo, tylko potrząsnął głową. Kunzite uśmiechnął się i przygotowywał do zniszczenia całej trójki, ale zauważył, że pozostałe wojowniczki zajmowały pozycje dookoła Czarodziejki z Księżyca. Dostrzegł Wenus, któta patrzyła na niego z szczególną zawziętością.

Kunzite nie lubił przegrywać, ale tym razem wrócił do Królestwa Ciemności. Wszyscy zwrócili uwagę na Zoicite, któremu teraz mieli stawić czoło. Mężczyzna nie był zachwycony walką z czarodziejkami, które w dodatku są wspierane przez Tuxedo. W pośpiechu opuścił zniszczone piętro biblioteki.

- To nie wygląda za dobrze - skomentowała Ziemia, która przyglądała się zniszczonemu pomieszczeniu.

- Nic nie możemy na to poradzić - odpowiedziała poważnie Merkury.

Czarodziejka z Księżyca zbliżyła się do Tuxedo, który nie był raczej zadowolony z wyników tej potyczki z Zoicite.

- Wszystko w porządku? - spytała szczerze.

- To tylko draśnięcie - odpowiedział - za to rozcięcie na twoim policzku wygląda gorzej.

Ręka dziewczyny automatycznie powędrowała na policzek. Nawet nie zauważyła, że została trafiona przez Kunzite.

- To tylko draśnięcie - naśladowała go.

Mężczyzna nagle się roześmiał, do czego Carodziejka nie była przyzwyczajona. Dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła chusteczkę. Owinęła mocno jego rękę, żeby przestała krwawić. Tuxedo podziękował i oddalił się, przestraszony tą bliskością.

Nie mógł sobie na to pozwolić, nie teraz, gdy Księżniczka błagała go o znalezienie Srebrnego Kryształu. Poza tym rosło jego zainteresowanie pewnym Króliczkiem. Mamoru westchnął, kiedy dotarł do swojego mieszkania i wrócił do swojej ludzkiej postaci. Musiał wreszcie przyznać przed samym sobą i bardzo zadowolonym Motokim, że z powodów, których nie potrafił wyjaśnić, interesowała go Usagi.

Przyjaciel spojrzał na niego znacząco, po czym powiedział:
- Dużo czasu ci to zajęło?

Mamoru potrząsnął głową. Widocznie jego najlepszy przyjaciel już od dawna wiedział, że powodem tego, że wciąż dokuczał Usagi, była chęć zwrócenia na siebie uwagi.

Jendak była drobna komplikacja. Mamoru zauważył, że pociąga Czarodziejkę z Księżyca, kiedy pojawiał się pod postacią Tuxedo. Nie trzeba było być geniuszem, żeby to dostrzec, wiedział również, że nic na to nie poradzi. Skończył rozmyślać i zabrał się za odrabianie pracy domowej.

Poniedziałek nadszedł zbyt szybko jak na gust Usagi. Nie doszła jeszcze do siebie po sobotnim ataku demona. Zbiegała właśnie ze schodów jak zwykle spóźniona. Zabrała swój lunch i kawałek grzanki z ręki swojej mamy, po czym pognała w kierunku drzwi. Dobiegała właśnie do ostatniego zakrętu, kiedy wpadła na ceglaną ścianę aka Mamoru Chibę.

- Lepiej uważaj Króliczku, bo się spóźnisz - uśmiechnął się.

- Zamknij się - odpowiedziała, nie przyjmując pomocy ze strony chłopaka.

Usagi przebiegła przez klasę, siadając przy ławcę na pięć sekund przed lekcją. Podczas porannych zajęć myślała o dzisiejszym spotkaniu z Mamoru. Dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa, kiedy pomagał jej wstać.

Pomoc z jego strony była okropnie miła. Wpadła na niego, a on pomimo to pomógł jej się podnieść, chociaż miał zranioną rękę. Dziewczyna w pewnym momencie złapała oddech. Mamoru był ranny tak jak Tuxedo, a w dodatku w tym samym miejscu. To nie mógł być zwykły zbieg okoliczności. Zbladła, kiedy zdała sobie sprawę, że jej wybawiciel i śmiertelny wróg to jedna i ta sama osoba.

Wkrótce nadeszła pora lunchu. Makoto i Ami dołączyły do Usagi, ponieważ Mizuki i Yasuo musieli pójść do biblioteki.

- Usagi, dobrze się czujesz? - spytała z troską Makoto.

- Właśnie doszłam do pewnych wniosków, to wszystko - odpowiedziała poważnie Usagi.

- Jakich? - spytała Ami.

- Mamoru to Tuxedo - odpowiedziała łagodnie.

Oczy Mako i Ami poszerzyły się niebezpiecznie.

- Jesteś tego pewna? - spytała poważnie Ami.

- Jego ręka jest zraniona w tym samym miejscu, gdzie Tuxedo kiedy został ranny w czasie sobotniej walki. Na resztę wpadłam sama. Obaj mają kruczoczarne włosy i są tej samej budowy. To nawet lepiej, ponieważ to znaczy, że nie zadurzyłam się w dwóch różnych osobach - powiedziała Usagi, nie zdając sobie sprawy z tego, co właśnie wyjawiła.


- Nie zadurzyłaś się w dwóch różnych osobach, Usagi? - dokuczała przyjaciółce Mako.

- Co? - krzyknęła Usagi. - Nie powiedziałam tak!

- Właściwie, to jest dokładnie to, co powiedziałaś, Usagi - potwierdziła Ami.

- O Boże! - lamentowała Usagi.

- Co teraz zrobisz? - spytała Makoto.

- Nie wiem - jęknęła.

Dzwonek na lekcję przerwał ich rozmowę, którą nadal mogłyby kontynuować.

Po szkole wszystkie dziewczyny spotkały się w Koronie. Usagi szybko poinformowała przyjaciółki o podwójnym życiu Mamoru.

- Może powinnyśmy doprowadzić do konfrontacji? - spytała Makoto.

- Nie jestem pewna, czy to jest dobry pomysł - powiedziała Usagi.

- Ona ma rację, nie powinnyśmy rozmawiać z nim się w naszych ludzkich postaciach, tylko jako czarodziejki - dodała Ami.

Reszta dziewczyn przyznała jej rację. To było bezpieczniejsze, ponieważ mogły zachować swoją prawdziwą tożsamość w sekrecie. Przynajmniej do czasu, kiedy poznają plany Tuxedo - Mamoru.

Minako uśmiechnęła się nieznacznie. Mamoru był Tuxedo? To by wyjaśniało kilka rzeczy. Na przykład dlaczego próbował zdobyć tęczowe kryształy, a w końcu Srebrny Kryształ, i dlaczego tak świetnie potrafił synchronizować walkę razem z Czarodziejką z Księżyca. Endymion ochraniał Serenity i zdaje się, że jego obecne wcielenie niczym się nie różni od poprzedniego.

Kiedy spotkanie dobiegło końca, dziewczyny rozeszły się każda w swoją stronę. Życie nie mogłoby być jednak takie proste. Minako szła obok lodowiska, kiedy na drodze zauważyła jakieś poruszenie.

Podkradając się bliżej, zauważyła dwa demony wysysające życiową energię z łyżwiarzy. Minako domyśliła się, że sprawcami zamieszania byli Zoicite i Kunzite. Dziewczyna cofnęła się z pola widzenia wroga. Wiedziała, że jako wojowniczka musi odłożyć wszystkie uczucia na bok i unicestwić przeciwnika. Cieszyła się z tego, że Ami nie przypomniała sobie co łączyło ją z Zoicite w ich poprzednim życiu.

Trzymając w ręku magiczne pióro, zawołała "Potęgo Wenus Działaj" i zmieniała się w czarodziejkę piękna i miłości.

Powiadomiła resztę czarodziejek o swoim położeniu przez nadajnik, oceniając przy tym obecną sytuacją. Byłby samobójstwem walczyć samemu, więc niecierpliwie czekała na wsparcie. Mars przybyła na miejsce pierwsza, wkrótce dołączyły Merkury, Księżyc i Jowisz.

Wojowniczki, zrezygnowawszy z przemówień, zaatakowały potwory. Dziewczyny podzieliły się na dwie grupy - Księżyc, Mars, Merkury przeciw jednemu, a Wenus razem z Jowiszem przeciwko drugiemu. Do dwóch czarodziejek dołączyła Ziemia, która pojawiła się bez słowa. Kunzite z Zoicitem obserwowali walkę z pewnej odległości.

Tafla lodowiska utrudniała wojowniczkom walkę. W pewnym momencie buty wszystkich dziewcząt zamieniły się w łyżwy, które były im niezwykle pomocne.

Czarodziejka z Księżyca była zadziwiająco dobra w jeździe na łyżwach, co wcale nie zaskoczyło Wenus. Serenity była urodzoną łyżwiarką i wygląda na to, że Czarodziejka z Księżyca również była w tym świetna. Ziemia także miała się czym pochwalić, tak jak Księżyc.

Z nowym sprzętem wojowniczki szybko poradziły sobie z demonem. Mogły stawić czoło przedstawicielom Wielkiej Czwórki. Wenus, Jowisz i Ziemia stanęły do walki z Kunzite, ku wielkiemu niezadowoleniu Wenus. Pozostała trójka zajęła się Zoicite. Chwilę później do walki przyłączyli się, aczkolwiek oddzielnie, Tuxedo z Księżycowym Rycerzem. Tuxedo pomógł w walce z Zoicitem, a Księżycowy Rycerz pomagał unicestwić Kunzite.

Obaj wrogowie zrezygnowali z obrzydzeniem z dalszej walki. Zdecydowawszy, że pokonanie czterech wojowników nie jest wcale takie proste, wycofali się z powrotem do Królestwa Ciemności. Ziemia i Księżycowy Rycerz odeszli chwilę po tym, jak czarodziejki im podziękowały za pomoc w walce z wrogiem. Zanim Tuxedo zdążyłby odejść, Czarodziejka z Księżyca zatrzymała go.

- Czy coś jest nie tak?- spytał, chociaż chciał uciec jak najprędzej, byleby tylko nie być blisko niej.

Czarodziejka uśmiechnęła się nieznacznie - Dlaczego mi nie powiedziałeś Mamoru?