NARODZINY SERENITY
Rozdział 2
- Czy ona wie? - czarodziejki wewnętrznego Układu Słonecznego, z wyjatkiem tej jednej, spotkały się raz jeszcze w świątyni.
- Nie. Przerwałem rozmowę, gdy dzwoniłaś, Ami. Nie mogłem pozwolić, by to usłyszała. Jeszcze nie. - Pojawił się Mamoru, trzymający w dłoni komunikator żony.
- Więc, uważasz, że to już, Mamoru?
- Nie wiem, nigdy nie wiedzieliśmy wszystkiego.
- Żałuję, że nam nie powiedzieli - dumała Mako.
- Wszyscy wiemy, że nie mogą, to mogłoby zmienić bieg historii. Naprawdę, nie powinni nam mówić niczego na temat przyszłości. Przypuszczam, że nie wpłynęłoby to na nasze decyzje, ale Czarodziejka z Plutona i tak by nigdy na to nie pozwoliła - przemówiła Ami.
- Luna? Czujesz coś z twojej strony?
- Nie - kotka potrząsnęła łebkiem - cisza.
- Co u ciebie, Rei? - zapytał Mamoru.
Kapłanka powoli mrugnęła, jej długie, czarne pasma zakołysały się, gdy potrząsnęła głową.
- Nie ma niczego, co byłabym w stanie zobaczyć.
- Czy ktokolwiek kontaktował się z czarodziejkami zewnętrznymi?
- Nie, one przychodzą zawsze, kiedy dookoła pojawiają się poważne kłopoty. Hej, może nic się nie stanie! - Minako uśmiechnęła się.
- Może nie teraz, ale coś na pewno nastąpi. Nienawidzę tego rodzaju czekania, czuję się taka bezsilna - Makoto impulsywnie wygięła kostki u ręki.
Zaczęli gwałtownie rozmawiać; myśli, troska i teorie wyfruwały z ich ust. Nagle para ciemnych oczu rzuciła szerokie, nalegające spojrzenie na swoje stopy.
- Musimy znaleźć Usagi - słowa Rei przerwały paplaninę i wszystkie oczy zwróciły się na nią.
- Wiem - odpowiedział Mamoru. - Ona powinna wiedzieć.
- Nie, ja, ja czuję - tam coś jest. Gdzie ona jest?
***
W galerii dźwięczało od elektronicznej muzyki i stłumionych dźwięków starej szafy grającej. Dzieci i pary popijały gęste, mleczne shaki, a podekscytowana grupa nastolatków grała w ostatnią grę "Wojowniczka V". Usiadła w rogu pomieszczenia, jej nogi nerwowo poruszały się pod gładkim, czerwonym stołem.
- No cóż, to było zaskakujące, Usagi.
- Tak, istotnie, byliśmy zaproszeni przez naszą córkę choć raz.
- Jestem pewien, że Mamoru za to płaci.
- Zamknij się Shingo. - Usagi rozluźniła się do tego stopnia, że rozwiązał się jej język.
- Cóż, wygląda na to, że wreszcie dorosła - Kenji potrząsnął głową.
- Oh, jesteś dziś taka piękna - powiedziała rozpromieniona Ikuko.
- Dziękuję - Usagi autentycznie się uśmiechnęła.
- Tak, może powinni nazwać nową planetę po tobie, klopsiku.
- A ty wciąż jesteś takim małym potworkiem, Shingo. Jaką nowa planetę?
- Jesteś taka głupia, Usagi. Wczoraj odkryli nowa planetę - poinformował Shingo, podczas gdy jego oczy zdecydowanie wpatrzone były w telefon.
- Mógłbyś przestać przesyłać te wiadomości tekstowe, my jemy.
- To są sms-y, mamo - Spierając się, nie mogli zauważyć przerażonego spojrzenia Usagi i jej szybkich oddechów.
- Niemożliwe - szepnęła do siebie.
- Usagi, co się dzieje? Zbladłaś!
- Kochanie?
- Co z tobą, siostrzyczko?
- Musze wam coś powiedzieć, coś, czego nie zrozumiecie albo w co prawdopodobnie nie uwierzycie. - Wzięła głęboki oddech i popatrzyła dookoła siebie, by się upewnić, że nikogo nie ma w pobliżu.
- Jestem...
Nagle świat wokół nich zatonął w kawałkach lśniącego szkła. Chwilę później dźwięk wypadającego przez okno krzesła dosięgnął ich uszu i ukryli się w najdalszej części pomieszczenia.
- Padnij! - krzyknął Kenji i wciągnął rodzinę pod stół.
Usagi obserwowała jednak co się dzieje i łapała oddech, patrząc na sytuację na zewnątrz. Ludzie szturmowali ulice, rozbijając szyby i samochody. Ich twarze przepełniała wściekłość i złość, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Ciemny cień podążył za nimi, pochłaniając budynki, jak zegar słoneczny okrążający czas. Wokół tego całego hałasu i poruszenia, mogła wyczuć rozbrzmiewającą, mroczną energię.
- Pomocy! - Z zewnątrz dobiegł krzyk i odwróciła oczy na pojmaną kobietę. Mężczyzna dotarł do niej z kawałkiem szkła w dłoni.
- Nie! - Usagi wypadła przez stłuczone okno, krzyki jej rodziny podążały za nią.
Przeszła przez falę tłumu, biegła szybko, by nikt nie mógł jej dogonić. Kiedy znalazła się w pobliżu mężczyzny, wytrąciła szkło z jego ręki i popchnęła go z całej siły jak najdalej od kobiety.
- Szybko, wejdź do środka!
- Dziękuję!
- Usagi!- Odwróciła się, jej oczy powiększyły się ze strachu.
W tym momencie czarny cień zdecydował, by się ujawnić. Unosił się w chmurze mrocznej energii, jego twarz ukryta była pod długim, czarnym płaszczem. Energia wokół niego promieniowała na zewnątrz, jak macka. Kiedy jego ręcę kogoś dotknęły, ten upadał natychmiast, podczas gdy inni biegali jak szaleni. Ujrzenie tego nowego wroga przestraszyło ją bardziej niż wszystko, co było do tej pory, bo wiedziała, do czego on doprowadzi.
- Usagi! - Odwróciła się do swojej rodziny, stojącej na chodniku i zrozumiała, że jego macki spróbują ich dosięgnąć.
- Nie! Uważajcie! - krzyknęła - Mam tu coś do zrobienia!
Bez ostrzeżenia ruszyła na środek ulicy i stawiła czoło przeznaczeniu.
- Fantom Śmierci!- krzyknęła i nagle wszystko się skończyło.
Szaleństwo na ulicy wokół niej ustało i wszyscy spojrzeli na odważną kobietę. Paskudztwo ciągle promieniowało w jej kierunku.
- Skąd znasz moje imię?- Jego głos przyprawiał ją o dreszcze, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Jestem tą, której pragniesz. Zostaw tych ludzi!
- Dlaczego miałoby mi na tobie zależeć?
Rozluźniła pięści i rozejrzała się dookoła. Nie miała żadnej drogi ucieczki, żadnego miejsca do ukrycia się. Odwróciła się do swojej rodziny, i widząc ich strach i obawę, wiedziała, co musi zrobić.
- Ponieważ ja jestem twoim wrogiem. Potęgo Srebrnego Księżyca, Działaj! - Czekała na znajome mrowienie rozchodzące się po jej ciele, ale nic nie nadeszło.
- O nie...
Fantom Śmierci zatrząsł się ze śmiechu, widząc jej zszokowany wyraz twarzy. Trzymała w ręku swoją broszkę, patrząc na nią, jaby była jakąś obcą siłą. Pytania, powody, obawy tłukły się w jej głowie, ale nie była w stanie znaleźć właściwej odpowiedzi.
- Czy coś miały spowodować te piękne słowa? Nikt, a zwłaszcza ty, nie powstrzyma mnie przed osiągnięciem celu! Teraz giń, mała dziewczynko!
Chwyciła za swój komunikator i przestała oddychać, gdy jej ręka napotkała pustą przestrzeń. Zrozumiała swoją sytuację i wiedziała, że nie ma wystarczająco dużo czasu na to, by uciec.
- Płonąca Strzała Marsa! - Atak uderzył w Fantom Śmierci z śmiercionośną siłą, na co ten krzyknął zaskoczony. - Usagi, co ty wyprawiasz?
- Rei, Rei, nie mogę się transformować!- krzyknęła Usagi, broszka trzęsła się jej w rękach.
- Tuxedo, zabierz ją stąd!
Usagi czuła, jak jego ramiona oplatają ją w talii i przenosi ją na bezpieczne pobocze ulicy. Jej rodzina gwałtownie ruszyła za nimi, troska malowała się na ich twarzach.
- Jesteś cała, Usagi? - zapytała gorączkowo jej matka.
- Nie mogę się transformować - powtórzyła cicho.
- Usagi, o czym ty mówisz? Dlaczego tam krzyczałaś? - zapytał Shingo.
- Zostań tu, muszę pomóc reszcie - Tuxedo odwrócił się, ale jej ręka błyskawicznie go chwyciła.
- Nie, Mamorku! Nie opuszczaj mnie!
Spojrzał na nią i jej rodzinę, będącą w tym momencie w szoku, i na jego ustach pojawił się mały uśmiech.
- Mamorku?- powtórzyła Ikuko.
Tuxedo zdjął swoją maskę, pozwalając Usagi wyraźnie spojrzeć sobie w oczy.
- Tuxedo to Mamoru!- krzyknął Shingo.
Tuxedo wyszedł im naprzeciw, trzymając jej twarz w swoich rękach.
- Nic mi się nie stanie. Proszę, zostań tu. - Delikatnie ją pocałował. - Kocham cię, Usako.
Z przelotnym uśmiechem ponownie założył maskę i pobiegł w kierunku bitwy.
- Wszystko z nią dobrze? - zapytała zbliżająca się Czarodziejka z Merkurego.
- Tak, ale mówi, że nie może się transformować.
- No to świetnie. Wygląda na to, że sami bedziemy musieli go pokonać. Księżyce Jowisza do ataku!
Fantom Śmierci osłonił się i moc Jowisza tylko nieznacznie go popchnęła.
- Ach, wojowniczki, zastanawiałem się, kiedy się pojawicie.
- Nie boimy się ciebie. W zasadzie to wiemy, że jesteś nieco dramatyczny, więc czemu od razu po prostu się nie poddasz? - krzyknęła Wenus.
- Nie sądzę.
Podmuch czarnej energii zaczął ich zalewać, jego siła była tak wielka, że rozdzieliła wojowniczki. Te jednak powoli uspokajały się, zbierając ponownie moc. Rzucały swe unikalne ataki, łączyły je w masową energię. To potężne uderzenie nie wyrządziło mu krzywdy. Zaśmiał się tylko po raz kolejny, jego moc wciąż była silna i rosła.
- Nie zostanę unicestwiony.
Macki ciemnej energii wystrzeliły w niebo, pochłaniając dalej miasto. Ze śmiechem wzniósł się w powietrze, jego moc skumulowała się w masywnym hełmie.
- Nie możemy go stamtąd dosięgnąć
- Co on robi?
- Nie wiem, to wygląda tak, jakby tam usiadł. Chodźcie, rozdzielmy się i obmyślmy plan. - Zatrzymali się tylko, by zabrać Usagi i jej rodzinę, wojowniczki wbiegły do środka na najwyższe piętro, do mieszkania znajdującego się za galerią.
Pracowali nad zabezpieczeniem klatki schodowej prowadzącej w górę na ostatnie piętro, wykorzystywali wszystkie ciężkie przedmioty, jakie mogli znaleźć w opuszczonym mieszkaniu.
- Czy widzieliście tam tych wszystkich ludzi? Coś jest z nimi nie tak - powiedziała Czarodziejka z Wenus.
- To skutek Fantomu Śmierci. Nie pamiętacie, co nam mówili, co on zrobił z Ziemią? Sprawił, że ludzie stali się gwałtowni, że zwrócili się przeciwko sobie.
- Myślałam, że to się wydarzy w Kryształowym Tokio!
- Mylili się, coś musi się teraz wydarzyć.
- Albo skłamali - przemówiła Czarodziejka z Merkurego - więc nie byliśmy przygotowani, tak jak oni.
- Musimy go tylko teraz zabić i nasza przyszłość jest wolna.
- I jestem pewna, że myśleliśmy tak samo i nie wypróbowaliśmy całej naszej mocy. Coś musi się stać, by powstrzymać nas przed pokonaniem go.
- Myślisz, że co zrobili?
- Zwariujemy, zadając sobie to pytanie - odezwał się Tuxedo - musimy się zastanowić, co my zrobimy.
- On ma rację, chodźmy na dach i zobaczymy, czy możemy to wszystko lepiej odczytać - powiedziała Merkury.
- Państwo Tsukino, proszę tu zostać, tu będziecie bezpieczni - powiedziała Czarodziejka z Wenus i wtedy odwróciła się do drżącej Usagi. - Usagi, zostań tu.
- Nie, ja idę.
- Ale...
- Idę!
- Usagi, nie! Co ty sobie myślisz? - Kenji złapał ją mocno za ramię.
Dorosła kobieta odwróciła się do nich, a zaskoczenie na twarzy jej ojca sprawiło, że zaszkliły jej się oczy.
- Jeszcze tego nie widzisz? - powiedziała łagodnie.
Ikuko przyglądała się bacznie swojej córce, a później innym, którzy ją okrążali. Wojowniczki rzuciły na siebie okiem, po czym ich moce nieco zniknęły. Dla Ikuko to było jak zdjęcie zasłony okrywającej ich młode ciała i szeroko otworzyła oczy.
- Te twarze...Minako Aino?
Wenus uśmiechnęła się, tworząc z palców znak "V".
- Dokładnie.
- Wszyscy twoi przyjaciele to wojowniczki, Usagi? - Shingo przyglądał się, nie wierząc własnym oczom.
- Tak, i ja jestem ich przewodniczką, Czarodziejką z Księżyca. Chciałam wam o tym powiedzieć tak wiele razy, ale wiedziałam, że nie jesteście gotowi i to mogłoby sprowadzić na was zagrożenie. Proszę zrozumcie. - Czekała na ich reakcję, ale Ikuko tylko się uśmiechnęła.
- Teraz, kiedy o tym myślę, jak mogłam tego nie wiedzieć? - powiedziała Ikuko, delikatnie pociągając za jeden z kucyków Usagi. - Kto jeszcze układał włosy w ten sposób?
Kobiety uśmiechnęły się do siebie i Usagi wpadła w matczyne ramiona. Przez moment cała rodzina ściskała się, aż zawołał ją Tuxedo.
- Zostańcie tu, dobrze? Nic mi się nie stanie - Usagi uśmiechnęła się i ruszyła za wojowniczkami na dach.
- Usagi to Czarodziejka z Księżyca? Teraz wiem, świat zaczyna wariować - mamrotał Shingo.
***
Jak tylko wyszli na zewnątrz, natychmiast pragnęli wrócić na dół po schodach. Potęga Fantomu Śmierci hulała, jak najgorsza, wiosenna burza, powietrze nawiedzone zostało ciemnością i wspaniałymi, rozzłoszczonymi, świetlistymi piorunami. Teraz jego potęga objęła całe Tokio, blokując drogę słońcu i niebu.
- Spójrzcie na tych wszystkich ludzi.
Patrząc w dół, mogli dostrzec, że niektóre ulice i budynki płoną. Chaos spowodował, że w ich sercach zagościł strach. Krzyki i strzały napływały do nich, jak zabójczy gniew, grożący im pomieszaniem zmysłów.
- To się nigdy wcześniej nie zdarzyło, taki silny atak znikąd? Zazwyczaj najpierw rozprawiamy się z jakimiś potworami, a dopiero później mamy doczynienia ich przywódcami, ale to...
- Co zrobimy? - Czarodziejka z Marsa przerwała przemowę Czarodziejki z Wenus.
- Cokolwiek to jest, musimy szybko coś zrobić, ludzie umierają!
- Jesteś pewna, że nie możesz się transformować, Usagi? - zapytała Czarodziejka z Merkurego.
- Tak, spróbuj jeszcze raz, Usagi - zachęcała Rei,
Księżniczka westchnęła, chwyciła swoją broszkę i ponownie wypowiedziała słowa. Blask i grzmoty wciąż przecinały niebo, przedrzeźniając je. Obserwowali z rozczarowaniem, jak Usagi próbuje się zmienić.
- Nie wiem, co jest nie tak - potrząsnęła głową.
- Wieczny Kryształ został rozbity, podczas starcia z Galaxią. Może dlatego, że został rozbity, nie możesz już więcej zamieniać się w Wieczną Czarodziejkę z Księżyca.
- Za każdym razem, kiedy miało miejsce coś takiego, ona zawsze otrzymywała nową moc.
- Wieczna, to moja ostatnia moc, moja ostatnia postać. Nie pozostało już nic, dla Czarodziejki z Księżyca, nic z wyjątkiem... - popatrzyła na przyjaciół i jej oczy niedostrzegalnie zalśniły. - Musimy bardziej się do niego zbliżyć.
Czarodziejki ruszyły bez problemu na samą górę budynku prosto pod stopy Fantomu Śmierci. Ulice były tu puste i spokojne, tutaj chaos przechodził za miasto. Gromy wydawały się być bardzo daleko, jasne światło dalej zalewało miasto falą zniszczenia. Tej nocy rosnąca cisza przerażała bardziej niż odgłosy walki.
- Rei, zajmij go czymś - powiedziała Usagi.
- Dobrze. Płonąca Strzała Marsa! - ognista strzała szybko przecięła powietrze, godząc w wroga. Fantom Śmierci jęknął i wściekły szybko zszedł na ich piętro.
- Wy cholerni głupcy, nie możecie mnie pokonać!
- Nie, ale ja mogę. - Usagi wyminęła ich wszystkich i stanęła w połowie drogi pomiędzy swoimi przyjaciółmi, a wrogiem.
- Usako!
- Nie, Mamoru, teraz moja kolej.
Pulsujące światło emanowało z kryształu, zatapiając teren białym światłem.
- Ach, teraz rozumiem. Jesteś Czarodziejką z Księżyca, właścicielką legendarnego Srebrnego Kryształu. Czekałem na to, by się z tobą zmierzyć. Przez lata obserwowałem, jak przegrywają z tobą twoi wrogowie. Ale uczyłem się na ich błędach. Przezwyciężę tego, przez kogo oni polegli.
- Nie pozwolę ci więcej skrzywdzić tego świata! - Jej oczy przepełniała determinacja, a z kryształu uderzały pojedyncze pulsy. Jak u baletnicy, jej stopy powoli unosiły się nad ziemię, powietrze szybko stawało się jej podłogą.
- Zobaczymy, Księżniczko.
- Teraz cię zniszczę, nigdy więcej nie będziesz nękał naszej przyszłości - szepnęła do siebie i zamknęła oczy.
Straciła przytomność i w ciemności swojego umysłu dostrzegła kryształowy blask, jak światełko na końcu tunelu. Ciemność szybko została zepchnięta i jej umysł zalało ciepłe światło. Przez kosmos i czas dotarła do zielonej krainy i znalazła się w kryształowej wieży. Srebrny Kryształ unosił się przed nią, złapany w centrum pokoju przez promień białego światła. Kiedy się poruszyła, poczuła chłodny materiał, to suknia ponownie musnęła jej nogi. Ledwo spojrzała i zrozumiała, gdzie się znajduje i kim się stała. Była w domu. Księżniczka uklęknęła przed kryształem i skinęła głową w ukłonie.
- Czego sobie życzysz, moje dziecko?- słodki, kobiecy głos odbił się w wieży.
Uczucie w tej wieży były magiczne, dodające otuchy i ciepła, jakiego nigdy nie znała. Jak zawsze zebrała wszystkie siły, by przypomnieć sobie dlaczego się tu znalazła i by zapomnieć o kuszącej perspektywie zabezpieczenia kryształu.
- Proszę o pomoc, by ochronić moich przyjaciół i tę planetę.
- Jak sobie życzysz, Księżniczko.
Powróciła w mgnieniu oka i otworzyła oczy. Fantom Śmierci uwalniał swój potężny atak, a ona w jednym cudownym momencie uniosła kryształ nad głowę. Na dole, dające z siebie wszystko wojowniczki, odwróciły wzrok, ale zalało je lśniące światło pochodzące z kryształu. Ponownie znalazły się w niesamowitej ciszy, powodowanej zawsze przez potęgę tajemniczego kryształu. Energia Usagi spotkała się z nim, tworząc eksplozję, która prawie dosięgła ich stóp.
- Powinnyśmy jej pomóc!
Kobiety przeznaczenia stworzyły krąg pod swoją księżniczką, chwytając się za ręce. Ich kryształy zaczęły jasno błyszczeć, kamienie z ich diademów mocno zaświeciły. Z gorącym krzykiem przywołały swe poszczególne moce. W przeciągu sekundy promienie wystrzeliły w górę, otaczając postać ich przywódczyni. W bezpiecznej odległości stał Tuxedo Kamen, niecierpliwie obserwując poczynania czarodziejek.
Wykorzystując cały swój potężny blask, wojowniczki walczyły z Fantomem Śmierci i jego złowroga mocą. Przez jednen, potężny puls pochodzący ze Srebrnego Kryształu został ogarnięty białą falą.
- Nie! - krzyknął.
Oczy Usagi powiększyły się, kiedy w końcu mogła zobaczyć całą jego mroczną postać. Swoim wewnętrznym okiem dostrzegła małego chłopca, którym kiedyś był, skulonego w ciemnym kącie. Widziała go, gdy obserwował ze swojego ukrycia, jak rozpoczyna się wojna. Wybuchały samochody i domy, śmierć i zniszczenie zalewały jego krainę, jak górski potok pędzący podczas wiosny. Mały chłopiec stał się mężczyzną pełnym nienawiści i ona obserwowała moment, w którym zdał sobie sprawę z tego, że z dalekiej przeszłości uzyskał swoją starożytną moc, będącą poza jakąkolwiek normalnością.
- To człowiek!- serce Usagi płakało do niej.
W tym momemcie w każdej bitwie, każdej wojnie, o której myślała, stawała twarzą w twarz ze swoim poczuciem winy. W głębi serca wiedziała, że każdy miał w sobie potencjał, by zostać dobrym człowiekiem, i kim ona była, by odbierać im tę szansę? Nawet jeżeli wiedziała, jaka może być jej przyszłość, jej umysł ciągle zakrywały chmury. Czy wcześniej też podjęła taką decyzję? Tego nie wiedziała, ale liczyła się ta chwila.
- Zostaw mój dom i znajdź spokój, którego tak szukasz! - krzyknęła do niego w swoim umyśle i poczuła przypływ mocy, którą wypędziła go z jego ziemskiego ciała i wysłała go tak daleko, jak tylko mogła. Jej moc rozpostarła się szeroko, zalewając miasto oczyszczającą falą, aż nie można było dostrzec nic, oprócz białego światła.
***
Z mojego doświadczenia przeznaczenie nigdy nie daje ci czasu na przygotowanie się. Owiewa cię, zmienia świat, który na pozór poznajesz każdej nocy. Tak widzę roztaczającą się przyszłość wojowniczek, dla długiej, przedłużającej się bitwy, gdzie są wydarzenia z przeszłości.
Kolejną sprawą, o której myślę, jest to, że Usagi z tą swoją nieograniczoną mocą, nie mogła w przeszłośći pokonać Fantomu śmierci, i wiem, że to nie z powodu jej słabości. Zastanawiam się, jak Usagi dostrzegła potęgę Srebrnego Kryształu w swoim umyśle, przyglądam się swoim badaniom i czytam opowiadanie Dejany "Wbrew przewidywaniom", ukazującej perypetie na Kryształowej Wieży.
Droga przyszłości jest wyjaśniona, ale ich wszystkie bitwy, jeszcze nie...