NARODZINY SERENITY

Rozdział 3

Powietrze było słodkie i świeże, nie zepsute przez starożytne wiatry i zanieczyszczenia. Białe światło zblakło i morze kolorów eksplodowało przed jej oczami. Pole błyszczących kwiatów rozpościerało się przed nią. Rozejrzała się dookoła i zauważyła zabytkowy pałac, lśniący na tle majestatycznej, niebieskiej Ziemi. Rozwalone miasto jaśniało, jakby ciągle żyło. Spojrzała i zobaczyła chmury ponad sobą, podparte przez czystą kopułę, otaczającą piękny krajobraz. Jej rozrzucone wspomnienia wystarczyły, by przypomnieć sobie to miejsce i zdumiony szept wydobył się z jej lśniących ust.
- Księżyc...
- Jest piękny, czyż nie?
Jej oczy spojrzały na postać stojącą przed nią, biała plama, pomiędzy kolorami tęczy. Zjawa miała długie, falujące, blond włosy. Usagi parzyła z niedowierzaniem, kiedy się do niej odwróciła i gdy na jej ustach pojawił się uśmiech. Usagi natychmiast ją rozpoznała. Postać, jej postać z przeszłości, z czasów Srebrnego Millenium, stała przed nią. Jej długa, biała suknia trzepotała na nienaturalnym wietrze.
- Co się dzieje? - zapytała Usagi.
- Kryształ cię tu przywiódł, do miejsca niekończącego się przeznaczenia - powiedziała Księżniczka Serenity.
- Po co?
- Byś dokonała wyboru, Usagi - odpowiedziała Serenity, machając ręką.
Usagi poczuła znane mrowienie zbliżającej się mocy i zamknęła oczy podczas przemiany. Trzepocząca spódniczka Wiecznej Czarodziejki z Księżyca ponownie musnęła jej nogi.
- Spędziłam tu wiele czasu - kontynuowała Serenity. - Zaszywałam się tu tak często, jak tylko mogłam, kiedy chciałam uciec przed obowiązkami księżniczki, następczyni tego potężnego królestwa. Czasami nie dawałam już sobie z tym rady.
Pewnego dnia uciekłam dalej, poza ten ogród. Schroniłam się na planecie, która była nimi wypełniona. Tam go poznałam za tym bardzo pierwszym razem. Po wszystkim trudno było mi wybrać między moim przeznaczeniem a miłością. Innymi słowy, musiałam wybrać między ludźmi, którzy mnie potrzebowali a tym, którego ja potrzebowałam.
Endymion i ja nie mogliśmy być razem w tym życiu, zbyt wiele rzeczy nas dzieliło. Byłaś naszą ostatnią nadzieją, dla naszej miłości, ale byłaś też czymś więcej. Kiedy nadszedł czas, nie miałam wystarczającej mocy, by ochronić tych, których kochałam, a nawet nie mogłam ochronić siebie. Moje przeznaczenie trzymało mnie w zamknięciu w tym pałacu przez większość mojego życia, ale ty, ty byłaś wolna i prowadziłaś normalne życie. - Serenity podeszła bliżej, aż dzieliły je tylko dwa kroki. - Zrozum, uzupełniamy się: ja jestem królową, którą ty od zawsze miałaś zostać, a ty jesteś dziewczyną, którą ja nigdy nie byłam. Czas nowego życia wkrótce się rozpocznie i jedyna droga, by być przygotowanym, to zaakceptowanie tego, co przeznaczenie kładzie teraz przed tobą.
- Co się stanie, jeśli, jeśli ja tego nie chcę?- zapytała Wieczna Czarodziejka z Księżyca, przygryzając wargę.
Serenity uśmiechnęła się i wyciągnęła swoją rękę w kierunku twarzy Wiecznej Czarodziejki z Księżyca.
- Nawet jeżeli się różnimy, nasze dusze, nasze serca są te same. Masz wiele pytań typu, jak chronić swoich przyjaciół i ukochanego w przyszłości. Masz szansę stworzyć piękny świat, świat, w którym znów zagości pokój. Masz także możliwość, by znów wieść normalne życie, ale w głębi serca wiesz, że trudno będzie ci się wycofać i obserwować, jak zło panuje na tym świecie, wiedząc, że masz moc, by go ocalić.
- Nie wiem, co mam robić - westchnęła Wieczna Czarodziejka z Księżyca, a łzy wypełniły jej oczy.
- Ja wiem, Usagi. Dam ci czas, byś mogła zdecydować o swoim przeznaczeniu i przeznaczeniu twoich przyjaciół. Masz czas do jutrzejszego wieczora.
Białe światło rozbłysło raz jeszcze, w końcu znalazła się z powrotem na znanym chodniku. Jej przyjaciele okrążyli ją, w swoich strojach wyglądali tak wspaniale jak nigdy. Wydawało się, że czas zwolnił swój bieg, a z ich twarzy mogła wyczytać, że nie zorientowali się, że odeszła.
- Ojej, spójrzcie - krzyknęła Czarodziejka z Jowisza. Patrzyli zdziwieni na okolicę, którą udało im się uratować.
Jedno spojrzenie dookoła i ich serca napełniły się ulgą. Zniszczenia dokonane przez Fantom Śmierci zniknęły dzięki ich połączonym mocom. Słońce zachodziło raz jeszcze, niepowstrzymane przez złe zamiary. Mogli usłyszeć dalekie wycie syren i ludzi zaczynających wychodzić z ukrycia. Miasto wracało do życia.
- Ledwie tego dokonaliśmy - niewyraźnie powiedziała Merkury. - Tak bardzo próbowałam stworzyć idealny plan bitwy. Myślałam, że on przyjdzie do nas, tak jak wszyscy inni.
- Nie byłyśmy wystarczająco silne, by go pokonać - Czarodziejka z Jowisza zacisnęła pięści.
- Powinnam wcześniej coś wyczuć - Czarodziejka z Marsa potrząsnęła głową.
- To zbyt wiele dla mnie być przywódcą naszej czwórki. Byłam za bardzo zszokowana zachowaniem tych wszystkich ludzi - westchnęła Wenus.
- Ty jesteś jedyną wystarczająco silną osobą, by go pokonać - odwrócili się do swojej przyjaciółki. -Tylko ty wiedziałaś, co robić.
- Zmiana ról? - Jowisz uśmiechnęła się dobrotliwie.
- To jej przeznaczenie - podsumowała Wenus.
- Dlaczego go nie zabiłaś, Usagi? Masz wystarczająco dużo mocy, by tego dokonać.
- On był człowiekiem i przez to nie mogłam zmusić się, by go zabić. Wybaczcie, nie powinnam myśleć o sobie. Ja po prostu...
- Usagi, proszę - uśmiechnęła się Mars - dobrze zrobiłaś.
- Powinniśmy się stąd wydostać - powiedziała Wenus, a jej oczy dostrzegały rosnący wokół nich tłum.
Razem skoczyli na dach, a Usagi w ramionach Tuxedo. Wtuliła się w jego ramiona, jej oczy niezmiennie patrzyły na jego błyszczące guziki. Zapach kwiatów ciągle rozpościerał się wokół niej.
- Hej, Usagi, wypij to.
Usiadła bez słowa, jej twarz pozostawała nieczytelna. Niepewność wdzierała się do umysłów jej przyjaciół, gdyż nie odezwała się do nich ani słowem, odkąd przybyli do świątyni przed trzema godzinami. Z drżeniem próbowały bezskutecznie wyciągnąć z niej informacje, ale żadne słowo nie padło z jej ust. Czekały na wstawiennictwo Mamoru, ale on tylko potrząsnął głową i poprosił, by dały jej czas.
- Dziękuję ci, Rei. - Usagi sięgnęła po herbatę i upiła ostrożnie.
- No więc, jak myślicie, co się teraz stanie?- zapytała Minako, a jej spojrzenie spotkało wzrok Makoto.
- Och, to jest proste pytanie, Minako. Widzisz, w jakiś sposób mamy się stać potężnymi obrońcami tej planety, razem z Usagi i Mamoru, jako królem i królową całej Ziemi, którzy, nawiasem mówiąc, wierzą w demokrację. Ponadto w jakiś sposób zdołamy zbudować wielki Kryształowy Pałac i też się trochę przy okazji zabawimy. Bułka z masłem- powiedziała chaotycznie Makoto, biorąc na końcu wielki oddech.
- Pewnie to będzie tak proste, jak spadające małpy w beczkę.
- Minako...
- Byłam na Księżycu - jej miękkie słowa rozbrzmiały głośno przez pokój i wszyscy ucichli, by spojrzeć na swoją księżniczkę.
- Co...?
- Po tym jak zostaliśmy zaatakowani przez Fantom Śmierci ja...- przerwała i powoli uchwyciła każdego z nich w swoim załzawionym spojrzeniu. - Ja... tam było coś, nasze Przeznaczenie. Teraz musimy dokonać wyboru. Możemy wybrać tę drogę albo możemy znów wybrać normalne życie. Mamy czas do jutrzejszego wieczora. Podjęłam już swoją decyzję, ale nie mogę decydować za was. Wasze życie to wasza własna sprawa i ja chcę byście byli szczęśliwi. Moi przyjaciele...mój ukochany.

Wstała i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych, oparła rękę na progu. Jej blada ręka obrysowana była doskonale przez ciemne drewno, jak starożytna grota pokryta malowidłami streszczającymi wymarcie człowieka. Zwróciła swoją głowę w ich stronę, jej sylwetka stawała się mniej wyraźna na tle jasnego dnia na zewnątrz.
- Spotkajcie się ze mną przy fontannie jutro o zachodzie słońca. Teraz chcę zostać sama. Proszę, chcę, żebyście wiedzieli, że nie będę was wcale osądzać, jeżeli zdecydujecie się nie iść za mną, ale teraz coś zrozumiałam. Nie ma dla mnie odwrotu, może nigdy nie było. Byłam do tego wyznaczona.
- Usako...
Jej ręka szybko cofnęła się z progu i cała jej postać została skąpana w promieniach słońca.

Z westchnięciem zdjęła swoje okulary i położyła wśród zorganizowanych papierów na swoim biurku. Mała lampka biurowa rzucała na nią wystarczającą ilość światła, ale dawała odpoczynek w pokoju pogrążonym w ciemności. Wizje ujrzane po przebudzeniu błyszczały w jej umyśle, jak u podekscytowanego dziecka wąchającego kredkę. Miły uśmiech pojawił się na jej ustach, kiedy spojrzała na zdjęcia ponad biurkiem.
Było tam zdjęcie jej matki i jej z wystawy w college'u , z niebieską tasiemką przypiętą do jej białego płaszcza. Poza tym większe zdjęcie ukazywało piękny dzień w parku, grupa dziewcząt rozłożyła się na kraciastym kocu. Uśmiechnęła się smutno i podniosła słuchawkę telefonu. Jej palce instynktownie wystukały numer. Chłodny i nieostrożny dźwięk telefonu zabrzmiał głośno w jej uchu.
Po drugiej stronie ktoś się odezwał.
- Halo?
- Cześć mamo, wiem, że jest późno, ale czy mogę do ciebie wpaść?

Neon zgasł dawno temu. Podłogi były zamiecione i czyste, obrócone krzesła leżały na stołach. Restauracja była pogrążona w ciemnościach nocy, skrywając swe marzenia i te realizowane przez przechodniów. W ciemności przypominała sobie wydarzenia z tego zapracowanego dnia, które najwyraźniej napływały do niej przez jej drzwi.
Przetarła ladę już po raz dwudziesty, jej roztargnione myśli były gdzieś poza jej przytulną, rodzinną restauracją. Mimo jej ciężkiej pracy to miejsce wkrótce zostanie zapomniane, przekazane kolejnemu właścicielowi, tworzącemu swoje własne marzenia. Ze złością rzuciła swoje ubranie i ukryła twarz za zamkniętymi pięściami.

Przysunęła się jak tylko mogła do żarzącego się ognia, który tańczył przed jej zamkniętymi oczami, jak rytualni tancerze zatracający się w uniesieniu. To cień pieścił ściany w natrętnym półmroku. Perły zimnych kropli zrosiły jej czoło, skupiła się najbardziej jak tylko mogła. Przez jeden straszny moment ogień nagle się załamał, grożąc spaleniem jej cienkich ścian. Tak wiele ujęte było w tych płomieniach, dawno zapomniana, starożytna potęga długo poszukiwana przez nią bez liku. Kiedy rozpoczęła, szybko wyblakła i jej ciemne oczy otworzyły się.
- Rei, proszę, czy możesz mi pomóc na zewnątrz?- znajomy głos dziadka przywołał ją po raz kolejny, ale wahała się w tym momencie z odpowiedzią. Ściany tego miejsca, tak żywe od wspomnień i tradycji, będą zastąpione przez ściany kryształowego przeznaczenia. Westchnęła i opuściła swój ciężar by wstać.
- Już idę.

Oparła stopę o skraj werandy, jej na czerwono pomalowane paznokcie uwolniły się z buta. Noc była ciepła i zapraszała na zewnątrz, sprawiając, że zdjęła swą jedwabną sukienkę, zapominając, że stoi na progu. Kieliszek wina kręcił się pomiędzy jej długimi palcami, białe bąbelki unosiły się, jak spadające gwiazdy. Z każdym wydarzeniem czuła, że żyje.
Z przesadzonym gestem odwróciła głowę, czuła coś, co trzymało więcej, niż jej lniane loki. Zrozumiała, że nie ma we włosach jak zwykle wstążki, którą zawsze nosiła i pozwoliła, by kawałek czerwonego jedwabiu opadł na podłogę. Księżyc świecił jasno, ale odważna wojowniczka dzisiaj trzymała się z daleka od niego.

Usiadły cicho na dachu, wpatrzone w ciche miasto. Resztki przypominające o wydarzeniach z dzisiejszego dnia zostały posprzątane, ale mimo wszystko miasto nie mogło zapomnieć takich rzeczy. Stłoczyli się w swoich łóżkach, utkwiwszy z wzrokiem na drzwiach, oknach lub sobie nawzajem. Przybyły wkrótce po zakończonej bitwie i obserwowały, jak Czarodziejki z Wewnętrznego Układu Słonecznego zniknęły. Zostały, by upewnić się, że wszystkie zagrożenia zostały wyeliminowane.
- Wojowniczki się dzisiaj spisały - powiedziała Czarodziejka z Saturna.
- One zawsze ratują świat - zadowolona Czarodziejka z Urana skrzyżowała ramiona. - Nawet nie pomyślały o tym, żeby nas zawiadomić?
- Jestem pewna, że nie miały na to czasu - uzasadniła Pluto.
- Albo nasza inna teoria - Neptun westchnęła, obejmując ciemny horyzont. - Już nas więcej nie potrzebują.
- To nie prawda.
Szybko odwróciły się na pięcie, stając twarzą w twarz z nocą, gotowe na każde niebezpieczeństwo, przychodzące z samego jej dna. Usagi zrobiła parę kroków, by do nich dołączyć. Szybko zauważyły zmartwienie w jej głębokich niebieskich oczach.
- Usagi, jak nas znalazłaś?
Księżniczka nieznacznie się uśmiechnęła, podchodząc do nich na balkon.
- Wiem, że nasze drogi nigdy nie pozwoliły nam razem walczyć, ale to nie znaczy, że nie możemy się do siebie zbliżyć. Wstyd mi za siebie, że nie próbowałam was lepiej poznać. Teraz sądzę, że nie będzie już takiej szansy.
- O czym ty mówisz, Koneko?
- Przeznaczenie nas wzywa, tym razem nas wszystkie, w jednym celu. Wiem, przez co przeszłyście, i wiem, co możecie jutro zrobić, ale...po prostu chcę żebyście wszystkie wiedziały, że jestem wdzięczna za każdy moment, który z wami spędziłam, za każdą chwilę, którą mi poświęciłyście. Proszę, spotkajcie się ze mną jutro w parku, przy fontannie o zachodzie słońca. - Z pożegnalnym uśmiechem odwróciła się i zniknęła w ciemności po raz kolejny.
- Co to było?- wymamrotała wojowniczka z Neptuna.
- Pluto, wiesz coś o tym?
- Tylko to, że powinnyśmy być tam jutro wieczorem.
Były piękne. Księżyc i światła ulic mieszały w kąpieli białe i złote światło, uwypuklając wszystkie aspekty, jakie posiadały. W każdą normalną noc zatrzymałby się i spojrzał na nie, cudowne w ich prostym, eleganckim pięknie. Ta noc była inna. Ona była inna. Widział to w jej oczach, kiedy bitwa dobiegła końca, nawet jeżeli inni tego nie dostrzegli. Coś się wydarzyło podczas tych kilku minut, kiedy świat został skąpany w jej świetle, i nie mógł jej zostawić z tym samej.
Z daleka obserwował jej spacer po mieście w tych późnych godzinach, czasami jej oczy analizowały wszystko, ponownie te odległe czasy w dawnym świecie, poza salonem gier, jej starą szkołę i wieżę Tokio. Ostatni przystanek to jej dom, przez długi czas stała na zewnątrz, za bramą, jej ręka chwyciła błyszczący zamek. Wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać i musiał wysilić całą swoją wolę, by spełnić jej życzenie dzisiejszego wieczoru.
Nogi same powiodły ich do parku, gdzie jej tajemniczy plan miał się wkrótce rozpocząć. Usiadła na znanej im ławce, z oczami wpatrzonymi w ubywający księżyc i odwróciła się do niego. Po chwili rozciągnęła się na ławce, prostując nogi i podkładając sobie ręce pod głowę.
Czekał cierpliwie, póki nie uznał, że zasnęła, by przykryć ją piżmowym, różowym kocem. Noc była tam cicha i po raz pierwszy tej nocy pozwolił sobie na chwilę odpoczynku.
- Dziękuję ci - ciche słowa sprawiły, że podskoczył.
- Usako?
- Powiedziałam, że chce być sama, ale... Dziękuję, że zostałeś przy mnie tej nocy.
Był zaskoczony jej intuicją.
- Nie mogłem zostawić cię samej, powinnaś to wiedzieć.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Nie powiedziałem o czym? - stanął za nią.
- O Nemesis.
- Wybacz Usako - westchnął. - Myślałem, że w ten sposób cię ochronię, nie sądziłem, że to wszystko wydarzy się tak szybko.
- Tylko dzień po moich urodzinach - Usagi potrząsnęła głową.
- Ledwie mieliśmy trochę czasu dla siebie - odwróciła się do niego, trzymając go za rękę.
Chwycił ją i pozwoliła mu usiąść obok siebie. Jej oczy były czyste nawet w tej ciemności i widział jej uśmiech. Zacisnęła ich ręce, spoglądając na jego błyszczącą, ślubną obrączkę.
- Najważniejszy moment w moim życiu nie nastąpił, gdy miałam szesnaście, ani nawet dwadzieścia jeden lat, nie wtedy, gdy stałam się Czarodziejką z Księżyca, ani gdy zdobyłam dyplom. On nastąpił, kiedy cię poślubiłam, Mamoru, i mieliśmy ten czas spokojny i jestem wdzięczna za każdy dzień.
- Usako...- Oplotła ręką jego ramię i delikatnie położyła głowę na jego ramieniu.
- Proszę, pozwolisz mi tu po prostu zostać, dopóki nie zasnę?
- Dobrze. Usako?
- Hm?
- A kto ma pewność, że nie zasnę pierwszy? - cicho zachichotali.
- Mamoru...

- Jeszcze się nie obudziłaś?
Był wczesny ranek, kiedy usłyszała głośne pytanie. Prześcieradło ściągnęło się, gdy odwróciła głowę, z jednego boku jej sylwetka mgliście rysowała się przez wpadające z zewnątrz światło. Jej akwamarynowe włosy miały nieziemski wygląd, ale wiedziała, że ta osoba ukryta wśród cieni, była żywa i prawdziwa.
- Tak, obudziłam się - westchnęła w odpowiedzi.
Ręka sięgnęła w ciemności za pofałdowaną koszulę na jej piersi, a potem delikatnie złapała ją za ramię.
- O co chodzi?
- Haruka...- poranek znowu stawał się cichy i Haruka zmarszczyła brwi.
- Coś nie tak?
- Po prostu myślę.
- O czym?
- O wszystkim.
- Więc, przestań myśleć.
- Łatwo ci powiedzieć - Michiru uśmiechnęła się.
- Ha, ha, Michiru, wszystko będzie dobrze.
- Jak możesz być taka pewna?
- Nie jestem, ale to jest to, co chcesz usłyszeć, więc po prostu się tym zadowól.
- Wow, powinnaś być adwokatem.
- No cóż, to prawda. Nigdy wcześniej nie musiałam cię bronić, jesteś wystarczająco silna, by bronić się sama. Ale wiem jedno.
- Co?
- Bez względu na wszystko będę cię bronić i będę z tobą. No cóż, nie jestem niańką księżniczki.
- Haruka, jesteś taka romantyczna. - Haruka uśmiechnęła się do siebie i zdjęła koszulę przez głowę.
- Romantyzm jest dla Usagi i Mamoru.
Setsuna stała sama na zewnątrz w ten jasny dzień. Poniżej miasto tętniło życiem, ale to wszystko było dla niej zamazane. Widziała to wiele razy, w wielu istnieniach, widziała wieloma oczami. Czasami wszystko powracało w zamazanych wspomnieniach i wizjach, i z tego powodu tak często opuszczała wrota czasu. Teraz był jeden z takich momentów. Oś czasu drgała i skręcała się za zamkniętymi drzwiami, wysyłając wstrząśnięte, pękające fale na wskroś, przez jej królestwo. Nie było nic, co mogłaby zrobić. Zbliżało się coś, czego nie była w stanie zatrzymać. Zrobiła już wystarczająco dużo.
Usłyszała dźwięk otwierających się drzwi, ale nie musiała się odwracać, by zobaczyć, kto przyszedł. Hotaru dołączyła do niej na balkonie i zacisnęła palce wokół poręczy.
- Jeszcze tylko parę godzin.
- Wiem.
- Czy to już to? Początek Kryształowego Tokio?
Setsuna westchnęła, zmierzając do rozdroża swoich mocy, jak to miało miejsce już wiele razy. Miała możliwość, by powiedzieć Hotaru prawdę i tak wiele razy chciała ujawnić wszystko swoim przyjaciołom. Ale w końcu zawsze z tego rezygnowała. Brzemię prawdy było przeznaczone tylko dla niej.
- Czy wiesz, Hotaru, co sprawia, że mamy po co żyć? W każdej chwili może nastąpić koniec i jedynym powodem, by to kontynuować, jest to, że nie wiemy, kiedy ten dzień nadejdzie. - Odwróciła się młodszej dziewczyny, w jej oczach widać było uśmiech. - Czy w święta chciałabyś mi powiedzieć co dostanę, nim otworzyłabym paczkę?
- Nie, to jest właśnie najfajniejsze. Nie wiedzieć, co jest za rogiem, nawet jeżeli to byłoby niebezpieczne.
- Życie, to tajemnica Hotaru i nie mogę odbierać ci tego skromnego daru. Zbyt długo nad tym myślałam i to planowałam.
- Planowałaś? O czym ty mówisz, Setsuno?
Setsuna umilkła i wzmocniła swój uścisk wokół poręczy. Odwróciła wzrok od Hotaru i patrzyła na daleki horyzont. Mogła to poczuć, nawet jeżeli było daleko, oś czasu stawała się potężniejsza, pukała cicho w ciężkie drzwi. Nagle oczy Hotaru zmieniły się i starożytna wiedza wypełniła ich nieskończone głębie. W jednej chwili znak Saturna rozbłysnął szybko na jej czole.
- Pluto, coś ty zrobiła?

Orzeźwiające powietrze owionęło jej nagie ramiona. Fontanna orzeźwiała tę część parku w te ciepłe, letnie dni. Usagi drżała, noc była chłodna, a jej nerwy w strzępach. Jej buty nie wydawały dźwięku, ale jego laska stukała o chodnik z każdym krokiem. Odwróciła się i zobaczyła go stojącego w niewielkiej odległości. Zawsze zastanawiała się, dlaczego jego moce zostały zawarte w tę formę energicznego dżentelmena. W jakiś sposób wiedziała, że to ona na to wpłynęła dawno temu.
- Czy myślisz, że przyjdą?
- Oczywiście - Tuxedo odpowiedział szybko.
- Dokładnie, Usagi. Nie mogłyśmy zostawić cię samej, kto wie w jakie kłopoty się znowu wpakujesz. - Z cienia wyszły wojowniczki zewnętrznego Układu Słonecznego i Czarodziejka z Urana uśmiechnęła się do niej. Wojowniczki tego układu stanęły obok niej silne i tajemnicze jak zawsze.
- No cóż, jak zawsze się spóźniają, myślałem, że one będą trochę później - wymamrotał Artemis do Luny.
- Więc, powiecie w końcu o co chodzi? - zapytała Uran.
- Wkrótce się dowiesz - odpowiedział za żonę Tuxedo.
Jej uwaga skupiła się na wypatrywaniu brakujących towarzyszek. Czas wolno, niemal boleśnie, posuwał się naprzód. Wydawało się, że zachodzące słońce zatrzymało się w linii horyzontu. Oświetlało jasno ich twarze i niebo pomalowane odcieniami fioletu i pomarańczy.
W końcu Usagi westchnęła z ulgą i wszyscy zwrócili wzrok na to, na co patrzyła. Kiedy zaszło słońce, ukazały się cztery wojowniczki się w tym umierającym świetle. Z każdym ich krokiem serce Usagi biło mocniej, ale wciąż była pełna obaw. Ich twarze były pełne determinacji i siły. Usagi uśmiechnęła się.
- Przepraszamy za spóźnienie - uśmiechnęła się wojowniczka z Jowisza.
- To nic, tak długo jak tu jesteście. Jesteśmy gotowi?
Skinęli głowami i okrążyli swojego księcia i księżniczkę. Usagi spojrzała w górę na rozżarzony księżyc i mogli poczuć wokół siebie rosnącą potęgę. Księżyc wydawał się pulsować i znak na czole Usagi stawał się wyraźniejszy, żarząc się srebrnym światłem. Płonął jasno, dopóki jego złoty kształt, nie stał się całkiem widzialny.
Luna i Artemis obserwowali, jak światło pochłania ich przyjaciół, którzy w następnej chwili zniknęli. Noc znów stała się cicha i chłodna, a miasto nie zdawało sobie sprawy z nadchodzących zmian.
- Jak myślisz, co się wydarzy? - zapytała Luna.
- Przeznaczenie...