Rozdział 1.
Usagi siedziała na ławce w parku. Czekała na Rei, która spóźniała się już 10 minut. Nigdy się jej to nie zdarzało. To zazwyczaj ona przybiegała spóźniona. Teraz była dużo wcześniej. Stwierdziła, że potrzebny jej azyl. Spokój, którego nie miała od tygodnia. Luna na przemian z jej mamą wierciły jej dziurę w brzuchu. Teraz, kiedy jej rodzicielka dowiedziała się o jej przeszłości, drżała o nią dniami i nocami. Zdarzało się, że zrywała się z łóżka i przychodziła sprawdzić, czy jej córka nadal śpi w swoim pokoju. Dopiero gdy się o tym przekonała, mogła dalej spokojnie zasnąć.
Usagi odchyliła mocno głowę w tył. Miała dość swojego życia. Wiele razy marzyła o zwykłym chodzeniu do szkoły bez obaw o to, że za chwilę zło znów opanuje galaktykę. Chciała poznać jakiegoś chłopaka, zakochać się, poczuć "motyle", o których tak często rozprawiały jej znajome. Miała ochotę iść do baru, napić się piwa i nie myśleć o tym, co przyniesie jutro. Ale nie. Ona przyszłość miała już zaplanowaną. Miała władać Kryształowym Tokio, być przykładną matką i kochającą żoną. Królową świecącą przykładem dla swych poddanych. Miała codziennie rano zasiadać na tronie i witać gości z należną jej godnością i urokiem.
A ona chciała pieprzyć całą przyszłość i los, który potraktował ją tak podle. Kiedyś wydawało się jej, że Mamoru będzie jej pierwszym i jedynym chłopakiem. Że to wielka miłość na całe życie. Teraz było inaczej. Nie chciała żyć, wiedząc, co ją czeka. Przecież piękne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy!
Pojedyncza chmurka przesłoniła słońce. Jakiś ptak szybował wysoko zataczając koła. Tak bardzo chciała poczuć się wolna. Wolna jak ten ptak...
- Usagi? - usłyszała i nagle poczuła, jak ktoś siada obok niej. Spojrzała na piękną, czarnowłosą dziewczynę, ubraną w dżinsy i koszulkę na ramiączkach. Jej ciemne oczy w kolorze ciemnego, fioletowego szkła zdawały się przepraszać za spóźnienie.
- Nic się nie stało - uprzedziła słowa przyjaciółki Usagi. - Jak wy miałybyście mi wypominać te wszystkie razy, kiedy się spóźniłam, to wyszły by miliony lat świetlnych.
- Nie jesteś zła? - zapytała z niedowierzaniem Rei.
- Nie - odparła Usagi i wróciła do obserwowania ptaka, do którego teraz dołączyły dwa kolejne.
- Przykro mi z powodu Mamoru... - zaczęła niepewnie Rei.
W odpowiedzi Usagi wyciągnęła w jej kierunku lewą rękę. Trzymała w niej złożoną kartkę w kratkę.
- Co to? - zapytała dziewczyna.
- Otwórz i przeczytaj - ponagliła ją panna Tsukino.
Czarnowłosa przyjaciółka wzięła do ręki papier, rozłożyła go i dość szybko zapoznała się z jego treścią. W miarę jak jej oczy biegały po zdaniach zapisanych czarnym atramentem, w jej duszy gościł coraz większy niepokój.
- Dlaczego nigdy nie powiedziałaś o tym liście? - zapytała podenerwowana Rei, zaciskając palce na kartce.
Usagi wzięła głęboki oddech i spojrzała na nią.
- Nie wiedziałam, że będzie dane się nam jeszcze spotkać - odpowiedziała wymijająco.
- Usagi do cholery! Dlaczego nigdy nie powiedziałaś, że on się w tobie kocha? A Mamoru? A przyszłość? A ChibiUsa?
Teraz widać było, że granatowe oczy Usagi zaczęły ciskać błyskawicami.
- Uspokój się Rei! To moje życie! Rozumiesz? Moje! Pokazałam ci teraz ten list w nadziei, że pomożesz mi jakoś wyjść z tej sytuacji, ale widać grubo się myliłam.
Dziewczyna zerwała się z ławki i wyciągnęła rękę z chęcią odzyskania listu od Seiyi.
- Usiądź... Przepraszam... Nie chciałam na ciebie naskoczyć... Po prostu... Nie wiedziałam...
Blondynka usiadła z powrotem obok przyjaciółki i zacisnęła powieki w nadziei, że uda jej się powstrzymać cisnące się jej do oczu łzy.
- O czym miałam opowiadać? O tym, że Seiya coś do mnie czuje? Byłam gówniarą! Ile ja miałam? 16 lat? Co ja wtedy wiedziałam o życiu?! Walczyłam w imię miłości i sprawiedliwości, bo tak mi kazano. Bo takie jest moje przeznaczenie. Bo jestem Sailor Moon! Wieczną wojowniczką o pokój na Ziemi! - dodała z nieukrywaną ironią, wywracając oczyma.
- Teraz wszystko się zmienia. Dorosłam. Już nie mam ochoty ani na ślub z Mamoru, ani na władanie Kryształowym Tokio, ani na przywdziewanie mundurku i ratowanie Ziemi! To wszystko jest już za mną. Chcę rozpocząć wreszcie normalne życie bez ciążącego nade mną fatum. Chcę być wreszcie normalna... - dodała już bardzo cicho.
Wszelkie skrywane przez ostatni tydzień uczucia przerwały granicę jej nerwów. Wybuchła niepohamowanym płaczem. Łzy ciekły jej po policzkach zostawiając za sobą mokre ślady. Jakieś dziecko przebiegło właśnie krzycząc coś do swojego kolegi.
- Chcę być niewinna, radosna jak to dziecko - łkała Usagi. - Chcę rozpocząć nowe życie. Od zera. U boku kogoś, kto mnie zrozumie.
Rei przytuliła przyjaciółkę, głaszcząc ją delikatnie po głowie.
- Wszystko się ułoży... Ale co z Mamoru... Przecież nie możemy go tak zostawić... No i ten list... Kiedy go dostałaś?
Usagi odetchnęła głęboko i odsunęła się od Rei.
- Znajdę Mamoru, choćby nie wiem co. Nadal jest dla mnie bardzo ważny. Przez tyle lat planowaliśmy wspólną przyszłość. Mieliśmy wziąć ślub... - dziewczyna ucichła, jakby każde słowo sprawiało jej niewyobrażalny ból, jednak po chwili mówiła dalej. - A list dostałam od Seiyi w dzień naszego pożegnania. Był u mnie w domu. Tuż po tym, jak wyszedł Mamoru. Już wcześniej wyznał mi miłość. A wtedy przyszedł dać mi ten list. Powiedział, żebym go otworzyła już po jego odejściu. Pocałował mnie wtedy... tak zmysłowo i delikatnie...
- Usagi... - Rei spojrzała na nią ze współczuciem. Nie zazdrościła jej sytuacji.
- Wtedy miałam ogromne wyrzuty sumienia, bo tego nie przerwałam. Pozwoliłam, by trwało. By mnie całował i przekazywał uczucia, jakie do mnie żywił. To było takie... Niesamowite... Przepraszał potem. Ale co z tego. Ja do tej pory czuję na swych ramionach jego dłonie, a na ustach jego wargi. I może wcale nie chcę zapomnieć... - skończyła i wydawało się, że nie powie już więcej.
Po dłuższej przerwie, podczas której Rei obserwowała dwójkę ganiających się dzieciaków, a Usagi doprowadzała się do porządku, po potoku łez, ciszę przerwała panna Hino.
- Musimy coś wymyślić. Zawiadomiłam już Ami. Dziś w nocy ma samolot z Francji. Powiedziała, że to sytuacja awaryjna i przerywa praktyki w szpitalu.
Usagi schowała chusteczkę do torebki i powiedziała:
- Jest kochana, ale nie powinna dla mnie tego robić. Szpital i pomaganie ludziom to jej marzenie. Dwa razy próbowała dostać się na francuski uniwersytet, a teraz rzuca naukę dla mnie?
- Bo jesteśmy przyjaciółmi. A Ami poradzi sobie z nadrobieniem materiału. Jest bystra.
- A Minako? Makoto?
- Makoto będzie jeszcze dziś. A Minako za tydzień. Chciałaby być wcześniej, ale nie może przerwać podróży poślubnej.
- Rozumiem ją... - Usagi utkwiła swój wzrok na małej dziewczynce, która teraz stawiała babki z piasku. - Wiesz... moje życie jest jak ten piasek... Rozsypuje się nawet na lekkim wietrze. A te ziarenka... Rozsypują się gdzie popadnie... I już nie zbierzesz ich wszystkich w jedną całość. Ta walka mnie wykończyła. Każda przemiana była takim delikatnym podmuchem wiatru. I każda zabierała jedno ziarenko z mojej duszy...
-Usagi... - przerwała jej Rei. - Wiesz... nigdy wcześniej bym nie podejrzewała, że wyrośniesz na tak mądrą istotę.
Dziewczyna roześmiała się gorzko.
- Widzisz... potrafię zaskakiwać. Szkoda tylko, że tylko w takich momentach. Gdy moje życie sypie się jak domek z kart.
- Nie mów tak - powiedziała Rei. - Życie zaskakuje nas w najmniej odpowiednich momentach. A my jako wojowniczki, powinnyśmy być do tego przyzwyczajone.
- Ja chyba nigdy nie przyzwyczaję się do bycia wojowniczką. Niby uśmiechałam się, niby miałam satysfakcję, bo przecież ratowałyśmy niewinnych ludzi i naszą ukochaną planetę, na której was wszystkich spotkałam, ale... w głębi duszy zadawałam pytania: "Dlaczego właśnie ja? Czemu nie ktoś inny?"
Rei ponownie przytuliła Usagi. Chciała jej powiedzieć tyle rzeczy, ale jakoś niczego nie potrafiła ubrać w słowa. Mogła tylko przy niej być.
Wiatr zaczął targać włosami obu dziewczyn. Zaczęły zbierać się chmury.
- Nie powiedziałam ci najważniejszego - przypomniała sobie Usagi. - Miałam dziwny sen.
Pokrótce opowiedziała jej tyle, ile udało się jej zapamiętać.
- To faktycznie dziwne. Bo nie wiemy ani kto był owym mężczyzną, ani co to za dziecko. To na pewno nie była ChibiUsa?
- Na pewno. Jej twarz widziałam. Poznałabym ją.
Obok przechodziła jakaś kłócąca się para. Dziewczyna uderzyła chłopaka w twarz i odbiegła, zanosząc się płaczem. On złapał się za czerwony policzek, który był dla niego chyba kubłem zimnej wody, bo też zerwał się i pobiegł za dziewczyną.
- Nie wiem, kto to był - ponowiła swą wypowiedź Tsukino.
Podniosła swą dłoń i spojrzała na pierścionek.
- Mogę mieć do ciebie prośbę? - zapytała cicho.
- Zawsze - odparła jej przyjaciółka.
- Możesz pójść ze mną nad zalew? Wiesz, który... tu niedaleko... Gdzie byłam na pierwszej randce z Mamoru.
- Jasne.
Dziewczyny podniosły się w chwili, gdy z nieba spadły pierwsze krople deszczu. Zanim doszły na miejsce, były już przemoknięte, ale Usagi zdawała się nie zwracać uwagi ani na deszcz, ani dochodzące z oddali grzmoty.
Podeszła do małego, wybiegającego w wodę molo, zostawiając Rei za sobą, a ta z kolei stwierdziła, że Usagi dobrze zrobi chwila samotności.
Każdy krok na drewnianych deskach odbijał się echem w jej duszy. Gdy stanęła na brzegu zdjęła z palca pierścionek i przez chwilę obracała go w dłoni. Potem wzięła zamach i wyrzuciła go przed siebie. Ukucnęła i zakryła rękami głowę. Zapłakała cicho, tylko że tym razem padający deszcz i huk wiatru zagłuszał jej łkanie, które targało tak już poszarpaną duszą dziewczyny...