Rozdział 4.
Usagi bała się otworzyć oczy. Nie chciała, by to ciepło, które dostawała w prezencie od drzemiącego obok niej mężczyzny odeszło bezpowrotnie. Chciała zostać tak już na wieki nie martwiąc się o jutro.
Wtuliła się w ramiona Seiyi jeszcze mocniej czując, jak i on zacieśnia uścisk. Było jej tak dobrze...
~*~
- Serenity! - ten krzyk wyłaniał się z najgłębszych zakamarków jej wnętrza. Widziała jakby przez mgłę, słyszała oddalające się kroki. To dziwne. Wokół niej jakby rozgrywała się właśnie gorąca walka, ale ona nie zwracała na to uwagi. Widziała tylko Księcia Endymiona wciąganego przez wir powietrzny.
- Endymion! - krzyknęła i zerwała się z klęczek. Rzuciła się do barierki balkonu i przechyliła przez nią.
- Serenity! Nie!
Było już jednak za późno. Skoczyła.
- Endymionie! Kocham cię!
Wir wciągał teraz i ją. Czuła, jak jej przepiękna biała suknia następczyni tronu drze się na strzępy. Wyciągnęła przed siebie rękę i już po chwili poczuła na dłoni ciepły uścisk księcia Ziemi. Przez moment uśmiechał się do niej. I ona odwzajemniła uśmiech. Nagle potworna siła jakby rozrywała jej ciało od środka. Krzyknęła i usłyszała przerażający krzyk księcia. Endymion puścił jej dłoń, która opadła bezwładnie. Ich ciała unosiły się w powietrzu nad tłumem przerażonych ludzi.
Bransoletka ze spuszczonej dłoni zsunęła się, spadając w dół. Po chwili roztrzaskała się o marmurowy podest, a perełki, z których była zrobiona, rozsypały się po zimnym podłożu. Roztrzaskały tak bezsensownie...
~*~
Usagi zerwała się z łóżka wyrywając się z objęć Seiyi i budząc go przy okazji. Usta jej drżały, a po policzkach płynęły łzy.
Dlaczego to się jej przyśniło? Czy Mamoru jeszcze żył?
Spojrzała na swój serdeczny palec. Pierścionek, który tak niedawno wyrzuciła do zalewu, pozostawił chyba jakieś piętno. Czuła, jak niemal pali ją boleśnie miejsce, na którym powinien się znajdować.
Podeszła szybkim krokiem do uchylonego okna i otwarła je na oścież. Jej twarz oplótł zimny wiatr, a pierwsze promyki wschodzącego słońca zaczęły ją razić, więc zmrużyła oczy w ochronie przed nimi.
Chłopak podszedł od tyłu i objął ją ramieniem.
- Co się stało, Króliczku? - zapytał cichym głosem.
- Śniło mi się Księżycowe Milenium. Bal. Atak. Endymion. Nasza śmierć...
Przytulił ją mocniej, a ona wybuchła płaczem.
- Dlaczego to wciąż mnie prześladuje? Upłynęło tyle lat! Tyle lat!
- Usagi? - oboje usłyszeli cichy głos Luny. - Co się dzieje?
Dziewczyna odepchnęła lekko Seiyę.
- Chyba powinienem już pójść. I tak zbyt długo u ciebie zabawiłem - chłopak pocałował ją mocno w usta i wyszedł z pokoju powoli zakładając na siebie części swojej garderoby.
- Luna... - Usagi opadła na miękki, okrągły dywanik, który wystawał spod jej łóżka - Powiedz mi. Dlaczego?
- Chcesz zmienić przyszłość - odparła spokojnie kotka. - Chcesz uciec przed swoim przeznaczeniem. Zaczynają się zaburzenia w czasie i przestrzeni. Miałaś żyć z Endymionem nie z Seiyą. Dlatego przyszłość przypomina ci o sobie w postaci snów o przeszłości i o tym, jak oboje zginęliście w imię waszej miłości...
- Przestań! - krzyknęła.
Dziewczyna podniosła się z klęczek i ponownie spojrzała przez okno. Tym razem ujrzała już ponad połowę tarczy słońca wychylającej się zza horyzontu. Spuściła głowę, po czym zadarła ją mocno. Blask księżyca powoli gasł i wstawał dzień. Piękny, jesienny dzień.
~*~
Drzewa zgubiły już prawie wszystkie liście. Młoda, zaledwie 20-letnia dziewczyna spacerowała po parku alejkami usłanymi żółto-czerwonym dywanem. Jej dłoń spoczywała w dłoni czarnowłosego chłopaka.
- Może usiądziemy? - zaproponowała dziewczyna.
Spoczęli na małej ławce pokrytej szronem. Usagi zdjęła beżową, skórzaną rękawiczkę i przyjrzała się swojej dłoni.
- Co się dzieje? - zapytał Seyia.
- Nic - Usagi uśmiechnęła się do niego promiennie, zakładając z powrotem rękawiczkę. Oparła się o oparcie ławki i spojrzała na fruwające wysoko ptaki.
- Zbliża się zima. Pamiętam, jak byłam mała, to mama zawsze zabierała mnie i Shingo na sanki. Jakaż to była zabawa. Zawsze kłóciliśmy się o to, kto siedzi z przodu albo kto więcej razy zjedzie nie wywracając się. I zawsze wracaliśmy cali mokrzy i umorusani. To był piękne czasy...
- A teraz? Jak jest teraz?
Dziewczyna spojrzała w jego oczy tak zatroskane. Martwił się jej stanem. To było oczywiste.
- Teraz też jest pięknie, tylko mam więcej zmartwień na głowie.
Odetchnęła głęboko opierając swoją głowę na jego ramieniu.
- To zaskakujące, jak może poprowadzić nas życie - zaczęła.
- Wybrałaś mnie - przerwał jej Seiya. - Nadal nie mogę w to uwierzyć.
Usagi ponownie spojrzała na jego twarz. Teraz mięśnie były rozluźnione i delikatnie się uśmiechał. Blondynka pochyliła się ku niemu i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.
Nieopodal przechodziła jakaś starowinka spoglądając na dwójkę zakochanych ludzi.
- Ciepło im - powiedziała do siebie - muszą się bardzo kochać.
Uśmiechnęła się i nasunęła kapelusik bardziej na czoło.
Tymczasem Usagi zastanawiała się jak powiedzieć Seiyi, że przecież ona...
~*~
Niebo pokrywało się coraz to ciemniejszymi chmurami. Gdzieś z oddali dobiegł ich śmiech tak zimny, jak zamarznięte sople lodu zwisające zimą z dachów. Odskoczyli od siebie rozglądając się dookoła.
- Co to było? - przestraszyła się dziewczyna.
Zza drzewa wychyliła się smukła postać. Jej oczy świeciły się nienaturalnie w cieni korony i pozostałych jeszcze na gałęziach liści.
- Witaj Księżniczko... - znajomy głos dobiegł uszu Usagi.
Gdy postać wyszła z cienia wszystko stało się jasne.
- E... Endymion... - wyszeptała.
Był jakiś dziwny. Nieswój. Emanowała z niego niepokojąc energia.
- Odejdź. Zostaw to mi - Seiya zasłonił ją własnym ciałem.
- Nie! Ja z nim porozmawiam... ja musze mu coś...
- Odejdź! - krzyknął - Gwiezdna Potęgo Walki! Działaj!
Usagi patrzyła, jak chłopak transformuje się. Nie pozostała w tyle.
- Wieczna Potęgo Księżyca! Działaj!
Ale nic się nie stało. Nie przemieniła się. Co jest?
Oczy rozszerzyły się jej z przerażenia. Sailor Star Fighter walczyła już z Endymionem. Nagle usłyszała przeraźliwy pisk. Spojrzała w kierunku, z którego dobiegał. Seiya został odrzucony i z potężną siłą uderzył o pień drzewa.
Owa siła detransformowała go.
- Teraz zajmę się tobą, księżniczko...
- Endymion - szepnęła dziewczyna.
Podszedł do niej tak, blisko, że dzielił ich tylko jeden krok. Pochylił się i jedną ręką ujął jej szyję podnosząc tak, by nie dotykała ziemi.
- Króliczku - wyszeptał Seiya i starał się podnieść.
- Powinnaś zginąć już dawno - książę Ziemi nie przejmował się chłopakiem. - Wtedy, kiedy Beryl po raz kolejny przejęła władzę. Ale nie. Ty pozostałaś przy życiu. Teraz ją pomszczę i wreszcie zwiążę się z kimś, kogo kocham i nikt już nie stanie nam na drodze. A twoje światło nigdy już nie zabłyśnie na północnym niebie.
Usagi powoli brakowało tchu. Wszystko zaczęło się rozmywać.
- Mamoru... - szepnęła - ja jestem... Mamoru...
- Zamknij się! Nie nazywaj mnie tym plugawym imieniem! Na prawdę nazywam się Endymion. I tylko tak możesz się do mnie zwracać.
Dziewczyna jakby nie słyszała jego słów.
- Mamoru - podjęła kolejną próbę wyduszenia z siebie tych kilku słów. - Mamoru ja jestem z tobą...
- Ognisty łuku Marsa! - rozległo się czerwone światło. Uścisk zelżał. Ostatnim, co usłyszała było soczyste przekleństwo z ust Endymiona, który zaatakowany po chwili rozpłynął się w powietrzu bez śladu.
- Rei... - wyszeptała Usagi i zemdlała.
~*~ ~*~ ~*~