Kres Młodości [by: Eternal Usagi]

Gdyby spojrzeć przez pryzmat kilku lat na postać młodej dziewczyny, płaczliwej, bojącej się wszystkiego i wszystkich, ale i uczuciowej, wrażliwej i darzącej prawdziwą miłością, trudno by spostrzec, że różni się ona od innych dziewczyn. Jednak tak było. Usagi Tsukino mająca obecnie zaledwie 19 lat, nie była zwykłą nastolatką. Właściwie nie była już płaczliwą boiduszą. Była wojowniczką, walczącą o miłość i sprawiedliwość na Ziemi. Kochała tę planetę i kochała to, co robiła. I starała się robić to jak najlepiej potrafiła. Do czasu.
Pewnego dnia obudziła się i stwierdziła, że jej życie staje powoli się nużące. Próbowała dojść do sedna sprawy i dowiedzieć się, czemu tak jest. A właściwie czemu takie są jej odczucia. Po pierwsze, dlatego, że jej przyszłość była już z góry zaplanowana. Miała wyjść za mąż za Mamoru Chibę i urodzić mu córkę. Razem mieli zamieszkać w Kryształowym Tokio. Miała być dobrą władczynią, przykładną żoną i kochającą matką. Znała tą przyszłość już od dawna. Kiedyś wydawała jej się fascynująca, jednak niedawno to się zmieniło.
Wróciło pragnienie zwykłej dziewczyny, którą była zanim skończyła 14 lat. Chciała po prostu żyć własnym życiem, samodzielnie podejmować decyzje i robić to, co jej się żywnie podoba. Już nawet miłość, jaką żywiła do Mamoru, nieco wygasła. Nie, wygasła to złe określenie. Ona się w niej wypaliła prawie doszczętnie niszcząc jej serce i duszę.
Gdy owy dzień nadszedł, Usagi stwierdziła, że nie chce tak żyć. Chciałaby poznać kogoś, na nowo poczuć tą iskierkę w sercu. Poczuć podniecenie zakochania, podniecenie nieznanej przyszłości. Chciałaby nie wiedzieć, co spotka ją jutro, jaką przyniesie jej nagrodę bądź karę za złą podjętą decyzję. Chciała zamknąć pewien rozdział swego życia, ale nie potrafiła.
Usagi otworzyła oczy i jej wzrok spoczął na niebieskim suficie upstrzonym milionem małych kropeczek imitujących gwiazdy w nocy. Obok niej drzemał spokojnie Mamoru. Jeszcze wczoraj wieczorem, gdy wspólnie przeżywali kolejną rocznicę ich związku, oboje przysięgali sobie dozgonną miłość. Przeżyli to, o czym od zawsze marzy dwoje zakochanych w sobie ludzi. Doszli to takiego momentu, kiedy przestali wstydzić się swoich ciał i wreszcie zdecydowali się na decydujący krok w ich związku. I właśnie ten krok uświadomił Usagi wiele rzeczy. Że nie chce takiego życia. Chciałaby troszkę pikanterii i nieznanego. Bo "piękne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy..." A ona swą przyszłość już znała.
Dziewczyna odrzuciła swe długie blond włosy z czoła i oparła się na łokciu. Spojrzała na mężczyznę, z którym miałaby spędzić resztę swojego życia. Oddychał głęboko pogrążony w, na pewno, miłym śnie. Pamięcią wróciła do wczorajszego wieczoru. Jeszcze wtedy była pewna swoich uczuć. Myślała, że jest najszczęśliwszą kobietą w Układzie Słonecznym, kiedy Mamoru wyjął małe pudełeczko w kształcie serduszka, a z niego mały pierścionek z brylantem. Kiedy jej się oświadczył, bez wahania powiedziała "tak". A teraz, gdyby mogła cofnąć czas... Uniosła powoli swą dłoń i spojrzała na palec serdeczny. Chciałaby zdjąć połyskujący w porannym słońcu pierścionek i rzucić go najdalej, jak umiała. Chciała strząsnąć go z ręki, jakby tańczące w kamyczku promyki parzyły ją jak nagrzany do białości pręt. Nie mogłaby zaśpiewać: "I could stay awake just to hear your breathing..." Bo tak nie czuła. Nie chciała tak czuć.
Odetchnęła głęboko i podniosła się z posłania. Podeszła do szafy i otworzyła ją. Popatrzyła w lustro i ujrzała swe blade, przestraszone odbicie. Czy to dlatego, że miała zostać żoną, miała skończyć się jej swoboda? Czy to oznaczało kres młodości?
Ubrała się odrzucając od siebie owe myśli i zeszła do kuchni, by zaparzyć sobie czarną, aromatyczną kawę. Chciała choć na chwilę oderwać się od otaczającego ją świata.
Już po 10 minutach ściskania w dłoniach kubka z parującym specyfikiem, zdecydowała. Podjęła decyzję i uważała, że będzie najodpowiedniejsza i najuczciwsza ze wszystkich, które w tej chwili przychodziły jej do głowy.
Chciała wstać i wrócić do sypialni i powiedzieć Mamoru to, co planowała, jednak ten ją uprzedził. Wszedł do kuchni, zapewne zwabiony aromatem kawy, i podszedł do siedzącej dziewczyny.
- Witam moją przyszłą żonę. - Pocałował ją soczyście w policzek. Tryskał optymizmem. Gdy dziewczyna wstała, chciał ją mocno do siebie przytulić, jednak ta odsunęła się od niego.
- Coś się stało? - zapytał nieświadomy tego, co za chwilę miało się wydarzyć.
- Tak - pokiwała głową Usagi. To, co chciała powiedzieć, nie było łatwe. Słowa ściskały ją w gardle, a pojedyncze litery dławiły. Jednak musiała.
- Mamoru, przepraszam cię, ale nie możemy być razem. To wszystko... cała moja przyszłość... To że mam ją z góry zaplanowaną, że nie mogę sama podjąć decyzji, bo ktoś już zrobił to za mnie... To że nie mogę być tym kim chciałabym być... To wszystko mnie już przytłacza. Chcę odejść i żyć tak, jak tego pragnę.
Jednym zdecydowanym ruchem ściągnęła z palca złoty pierścionek i położyła go na stoliku kuchennym.
- Odchodzę, bo muszę... Wybacz mi kiedyś...
I wyszła. Mamoru nic nie powiedział. Wydawał się być w szoku. Dopiero, gdy była już po przeciwnej stronie ulicy, wybiegł za nią wołając głośno:
- Poczekaj!
Usagi zatrzymała się i zacisnęła mocno powieki. Nie chciała płakać, ale łzy same cisnęły jej się do oczu. To tak, jakby kończyła pewien rozdział w swoim życiu.
- Jak to? - Ujął ją za ramiona patrząc jej prosto w oczy. - Jak to? Odchodzisz? Tak po prostu?
- Tak - kiwnęła głową. - Muszę.
- Ale przecież... my... nasza wspólna przyszłość... ChibiUsa...
- Nie mogę być z tobą Mamoru, bo już cię nie kocham! - krzyknęła głośno, aż pewna staruszka niosąca właśnie świeże bułki popatrzyła na nich z dezaprobatą i mruknęła pod nosem coś w stylu "młodzi i miłość".
Dziewczyna wyrwała się z uścisku chłopaka i pobiegła zostawiając na wietrze kropelki słonych łez.
Od tego poranka minął już miesiąc. Straciła również kontakt ze starymi przyjaciółkami. Jedyną, która ją rozumiała, była Rei. I tylko ona jedna ją jeszcze odwiedzała.
- Co słychać? - zagadnęła pewnego dnia przez telefon.
- Nic ciekawego - odparła Usagi.
- Nadal nie kontaktujesz się z Mamoru?
- Nie i nie chcę o tym rozmawiać. Uważam, że już do wszystkiego się przyznałam i wszystko ci wyjaśniłam.
- No tak... To co byś powiedziała na kawę?
- Nie mam ochoty.
- Słuchaj! - zaczęła wrzeszczeć Rei, jak to tylko ona potrafiła - Najpierw zrywasz z Mamoru z zamiarem rozpoczęcia nowego życia, szaleństw i poznawania nowych ludzi, a tymczasem ukrywasz się w kokonie jak niedojrzały motyl!
- Rei, proszę cię, daj mi spokój.
- Brakuje ci go...
- Kogo? Mamoru? Nie, nie brakuje mi go...
- To w takim razie dlaczego zachowujesz się, jak się zachowujesz?
- Bo chcę odreagować.
- Siedzenie przed telewizorem i bezmyślne gapienie się w niego nazywasz odreagowywaniem? Ty od miesiąca nie widziałaś światła dziennego. Pewnie jesteś blada jak ściana! A tymczasem piękne, lipcowe słońce samo woła, byś tylko w nie spojrzała! Musisz się opalić!
- Rei...
- Idziemy na basen i nie masz nic do gadania. Ami, Minako i Makoto tez idą.
- To może mi jeszcze powiesz, że Mamoru też idzie?
- Nie, Mamoru nie idzie.
- Już mam dość tych ich spojrzeń pełnych wyrzutów. Dobrze, że chociaż ChibiUsa wróciła to przyszłości. Nie wiem, co by zrobiła, gdyby się dowiedziała, że zerwałam z Mamoru.
Rei chwilę milczała, po czym odezwała się żwawym głosem.
- Za pół godziny widzę cię pod bramą basenu i nie przyjmuję żadnych wykrętów.
- A okres?
- Nie ściemniaj. Powinnaś mieć go dopiero za parę dni.
- Co ty prowadzisz mój kalendarzyk miesiączkowy?
- Nie... Jestem twoją najlepszą przyjaciółką. - powiedziała Rei i rozłączyła się.
Usagi mogłaby przysiąc na własną głowę, że dziewczyna uśmiechnęła się, gdy odkładała słuchawkę. I głowy by nie straciła.
Nie miała jednak wyboru. Ubrała się w kostium kąpielowy, spakowała ręcznik i klapki i wyszła z domu. W drodze na basen rozmyślała, czy przypadkiem nie wrócić się do domu i udać poważnie chorą, ale uznała, że ten pomysł mógłby nie przejść. Gdy dojrzała bramę basenu, spostrzegła cztery czekające na nią dziewczyny. Minako śmiała się głośno z kawału opowiedzianego jej przez Makoto. Były takie beztroskie, chociaż one przecież też miały z góry zaplanowaną przyszłość. Czarodziejki z Marsa, Merkurego, Jowisza i Wenus miały bronić Kryształowego Tokio. Miały być gwardią osobistą króla i królowej. Miały dowodzić wojskiem, które miałoby sprawować pokój w państwie.
Gdy podeszła bliżej i nieznacznie się uśmiechnęła, dziewczyny odwzajemniły jej uśmiech. Poczuła się lżej na duchu, że już nie czują do niej takiej urazy.
- Cześć.
- Cześć - odpowiedziały wszystkie chórem.
- Mówiłam, że mam dar przekonywania? - powiedziała Rei uśmiechając się od ucha do ucha.
Wszystkie, włącznie z Usagi, roześmiały się głośno.
Weszły na teren basenu i już po chwili nurkowały w chłodnej wodzie.
Gdy Usagi wyszła na ręcznik dostrzegła spacerujące wokół basenu Harukę i Michiru. Trzymały się za ręce.
- Haruka! Michiru! - krzyknęła machając do nich ręką. Haruka uśmiechnęła się, a Michiru odwzajemniła gest ręką.
- Witaj Usa - ko - powiedziały podchodząc. - Co słychać?
- Nic ciekawego - odpowiedziała zdawkowo dziewczyna. - Lepiej opowiadajcie, co u was.
- My... - zaczęła Michiru i spojrzała na Harukę. Ta kiwnęła głową. - My zdecydowałyśmy się, że wracamy do przyszłości.
- Dlaczego? - zapytała zdumiona Bunny.
- Ponieważ zbliżają się niebezpieczne czasy. Królowa... a w zasadzie ty... nas wzywa. Musimy wykonać rozkazy. Setsuna i Hotaru już tam są.
- A my? Dlaczego my nie dostałyśmy wezwania?
- Bo wy macie strzec pokoju tutaj. Ziemia też ma być zaatakowana. Sailor Saturn miała wizję skończenia wszystkiego. Księżyc spowiła czarna chmura pyłu. Ta chmura pędzi z zatrważającą szybkością ku Ziemi. Ktoś musi tu zostać. My będziemy walczyć tam.
Usagi opuściła głowę.
- Coś jest nie tak? - zapytała Haruka.
- Nie, wszystko w porządku. - Dziewczyna podniosła głowę i przywołała na twarz promienny uśmiech. - Tylko się zamyśliłam.
- W takim razie do zobaczenia.... po wojnie...
Dziewczyny wstały i odeszły. Haruka objęła Michiru ramieniem, a ta oparła głowę na jej ramieniu.
- Czego chciały? - zapytała Rei, gdy tylko do niej dołączyła reszta.
- Powiedziały, że zbliża się kolejna zagłada.
- Co? - krzyknęły wszystkie cztery równocześnie.
Przez następne 10 minut dziewczyny siedziały, nie odzywając się do siebie. Nagle zerwał się silny wiatr. Chmury przykryły niebo. Ale nie były to takie zwykłe chmury. Wydawały się być złożone z miliardów małych drobinek. Czarnych drobinek.
- Co się dzieje? - krzyknęła Rei łapiąc odlatujący w szaleńczym wietrze ręcznik.
- Nie mam pojęcia. - przekrzykiwała huk owego wiatru Makoto.
- Może powinnyśmy się transformować? - zapytała Usagi.
- Masz rację! - krzyknęła Ami.
Wszystkie pobiegły do przebieralni.
- Wieczna Potęgo Marsa! Działaj!
- Wieczna Potęgo Merkurego! Działaj!
- Wieczna Potęgo Jowisza! Działaj!
- Wieczna Potęgo Wenus! Działaj!
- Wieczna Potęgo Księżyca! Działaj!
Dziewczyny transformowały się i wybiegły z powrotem na dwór. Wszyscy ludzie, którzy byli na basenie, leżeli na ziemi. A z nieba... zaczął prószyć śnieg.
- Co się dzieje? - powtórzyła pytanie Rei.
- Witajcie wojowniczki walczące o miłość czy jak to tam nazywacie... - odezwał się głos i po chwili ich oczom ukazała się wysoka postać przyodziana w czarną suknię i czarną koronę.
- Kim jesteś i czego chcesz? - krzyknęła Eternal Sailor Moon.
- Jestem twoim przeznaczeniem... - powiedziała i rzuciła się do przodu lecąc ku Sailor Moon w zatrważającym tempie. Ta nie zdążyła się nawet uchylić. Postać złapała ją za gardło i pociągnęła za sobą.
- Dzięki tobie jestem tutaj. Dzięki twojej próżności i samolubności. Dzięki temu, że sama z własnej woli odrzuciłaś miłość. Nie będziesz już kochać, bo go po prostu zabiję! Zabiję jego i ciebie! I to ja będę władać Kryształowym Królestwem!
Sailor Moon zaczynała tracić oddech, a jednocześnie stało się coś dziwnego. Mundurek zniknął! Usagi się detransformowała! Otworzyła szeroko oczy i pisnęła głośno.
- Widzisz, co się z tobą dzieje? - powiedziała Czarna Królowa, jednocześnie poluzowywując uścisk. - Tracisz moc. Nie chcesz być wojowniczką i przyszłą królową, dlatego ja obejmę kontrolę nad państwem. Obiecuję będę dobrą władczynią...
Kobieta uśmiechnęła się ironicznie i puściła Usagi. Ta ciężko łapała oddech, ale to ją w tym momencie najmniej obchodziło.
- Jak to przeze mnie? - powiedziała, jakby nie wierzyła własnym uszom i oczom.
- To ty wybrałaś drogę, którą chcesz kroczyć i powołałaś mnie do życia. Za co pragnę ci bardzo podziękować...
- Tego już za dużo! - krzyknęła Rei - Ognisty Łuk!
- Nie bawią mnie te wasze dziecinne zabawki - powiedziała spokojnie Czarna Królowa i jednym ruchem ręki odparła atak.
- Co? - zdziwiła się Sailor Mars. Zaraz została zaatakowana swoim własnym atakiem. To samo stało się z pozostałymi wojowniczkami.
- Rei! Makoto! Minako! Ami! - krzyczała Usagi.
- Im już nie pomożesz... I jemu też nie.
Nagle przed jej oczyma zmaterializował się nieprzytomny Mamoru.
- Mamoru... - wyszeptała cicho Usagi. W tym momencie coś w niej pękło.
- I po prostu go... zabiję.
Po chwili w ręku trzymała duży lodowy miecz, który zamierzała wbić prosto w serce chłopaka.
- Brakuje mi tylko jednego do pełni władzy. Twojej korony. Oddaj mi ją albo go zabiję.
Usagi patrzyła na nią i na leżącego pod jej nogami Mamoru. Jej serce na nowo zaczęło bić dla tego mężczyzny. Nie chciała go stracić.
- Dobrze - powiedziała a na jej policzkach wykwitły łzy.
- Nie! - krzyknęła Minako. - Sailor Moon... Usagi, nie!
- Jak to? Tak po prostu mi ją oddajesz? - zapytała Czarna Królowa.
- Tak. - Usagi skinęła głową i uniosła ręce na wysokość serca i zamknęła oczy. Po chwili na jej dłoniach zaczęła materializować się korona Neo Queen Serenity.
Oczy Czarnej Królowej rozszerzyły się z podniecenia i radości, gdy tylko ukazało się światło.
- Dlaczego? - zapytała Rei.
- Bo w ten sposób uratuję Mamoru... A właśnie zrozumiałam - powiedziała Usagi, odwracając się do leżącej na ziemi dziewczyny - że świata bez niego nie opłaca się ratować...
Czarna Królowa już wyciągnęła rękę po koronę, ale w tym właśnie momencie skapnęła na nią łza Usagi. Korona rozbłysła oślepiającym światłem. Wszyscy zmrużyli oczy, a gdy je otworzyli, ujrzeli Królową Serenity z koroną na głowie i w pięknej bieli.
- Moja miłość odżyła... - powiedziała cicho patrząc na Czarną Królową. - Świat bez Endymiona byłby pusty...
Czarna Królowa zaczęła krzyczeć. Po chwili rozpłynęła się w powietrzu.
Serenity podeszła to Mamoru. Uklękła przy nim i pocałowała go w usta. W tym momencie przemienił się w króla Endymiona. I ocknął się.
- Co... się stało?
- Kocham cię... - powiedziała Serenity - i czas ChibiUsy nadchodzi. Będziemy mieli dziecko.

KONIEC

~ Pracę tę dedykuję mojemu chłopakowi, Jarkowi, którego również o mały włos nie straciłam przez swoją głupotę... Kocham Cię! ~

KOMENTARZE


POWRÓT