Siedziby wrogów - Królewstwo Ciemności - Biegun północny

     Hej ludziska, zabieramy się w podróż na zimny biegun północny, by odwiedzić u źródeł pewną siedzibę sekty zwaną Królestwem Ciemności. Nie pytajcie, jak uzyskaliśmy dostęp do ich chłodnej siedziby. Nie opowiemy ani słowa o tych łapówkach, przekupstwach, skrytobójstwach i kompromitujących zdjęciach jednego z członków sekty podczas podrywania nieletniej. My opowiemy tylko (lub aż) o samej siedzibie sekty.

     Po przedarciu się przez mroźne pustkowia, śnieżyce i szczeliny przed moimi oczami stanęła bardzo zimna i biała góra kojarząca się nieco z wulkanem. Kiedy już myślałem, że mój informator wpuścił mnie w maliny i zastanawiałem się, jak się go pozbyć, podleciała do mnie dziwna kula energetyczna z przypiętą kartką z napisem WEJŚCIE. Pomyślałem wtedy, że te kwiaty i szwajcarskie czekoladki wysłane pod adresem niejakiej Beryl to nie był taki zły pomysł:)

     Zwiedzanie zaczęliśmy od sali głównej. Zimno tu i ponuro... Podłoga zdaje się być zrobiona z czarnego marmuru, a na ścianach przewija się ciągle jedna i ta sama ponura tapeta. Może się trochę kojarzyć z pseudo zorzą polarną. Już sam przedsionek sali powoduje... mieszane uczucia. Czaszka? Jakoś tak brak mi w tym oryginalności... Może długotrwały brak światła stępił im umysły? Idźmy jednak dalej. Oświetlenie sali stanowiły fantazyjne kolumny z bladym świetlikiem na szczycie. Ciekawe, jak to zrobili, że unoszą się w powietrzu? Przy zwiedzaniu ktoś szepnął mi coś o telekinezie.... Cokolwiek to znaczy. Członkowie Królestwa byli dość lekko ubrani, jak na temperaturę minus 40 stopni... Ale pewnie grzeje ich entuzjazm:) Doznałem małego szoku na widok siedziska tej całej Beryl. Nie dość, że "tron" jest ledwie wycięciem w skalnym bloku, to jeszcze nad nim wznosi się coś w rodzaju "rzeźby" od biedy przypominającej jakieś prehistoryczne cudo. Sama Beryl raczej nie ruszała się z miejsca. Ciekawe czy dlatego, że suknia przymarzła jej do podłoża, czy też od tego siedzenia dostała zaniku mięśni?

     Moje zwiedzanie miało się wprawdzie skończyć na sali głównej, ale dla dobra czytelników i ze względu na profesjonalizm postanowiłem pomyszkować. Hawajskie cygara przeszły z rąk do rąk i w ten sposób wszedłem do strzeżonej komnaty niejakiej Metalii. Podobno to ona jest tutaj szefową, (nie)stety nie udało mi się jej zastać. Jedyne, co zauważyłem, to jakiś klif skalny, a na podwyższeniu przed nim dziwaczy pomarańczowy kokon. Diabeł? Szybko stamtąd wyszedłem, klnąc, na czym świat stoi.

      Już miałem wychodzić i opatuliłem się w moje futro, kiedy w oko wpadła mi jakaś parka dwóch "generałów" Królestwa. Niewiele myśląc, poszedłem za nimi, mając nadzieję na jakąś sensację... Zniknęli za jakimiś strzeżonymi drzwiami, ale pałka, którą zawsze mam przy sobie, pozwoliła mi wysłać strażnika na chwilowy "urlop". Uchyliłem trochę drzwi i poza wcześniej wspomnianą parą oddającą się ćwiczeniom pierwszej pomocy typu usta usta, ujrzałem kawałek ich Sali "ćwiczeń". Najpierw na samej górze zauważyłem niezły system halogenów. Pewnie urządzają sobie czasem techno party... Poza tym, dziura niczym nie różniła się od reszty kompleksu - ciemna jak tabaka, a centrum pokoju tworzyła kolumna z wyciosanym w niej krzesłem mającym pewnie imitować tron. Wokół tego siedziska rosły jakieś biednie wyglądające kwiaty, choć może były to grzyby...

     Niestety więcej nie udało mi się zobaczyć, bo jeden z gołąbeczków w przerwie między wdechem i wydechem mnie zauważył i musiałem dać nogę...